Zatrzymani 9 kwietnia to gen. Lech Majewski, były zwierzchnik Dowództwa Rodzajów Sił Zbrojnych, płk. Dariusz Musiał, szef Oddziału Ekonomiczno-Finansowego Dowództwa Generalnego Rodzajów Sił Zbrojnych oraz płk. rez. Ryszarda Pietrzaka, prezes zarządu Wojskowego Stowarzyszenia Społeczno-Kulturalnego (SWAT) płk.

Reklama

Jak podaje onet.pl powodem miały być nieprawidłowości podczas organizacji Air Show w Radomiu, którą organizuje SWAT.

W rozmowie z dziennikarzami portalu Pietrzak wspomina, że zakuto go w kajdanki.

Tamtego dnia poczułem się najprzeokropniejszym złodziejem RP. Sąsiedzi, którzy wychodzili do pracy, musieli widzieć mnie skutego. Jestem urodzonym optymistą. Pomyślałem więc, że dobrze, że mi nóg nie zakuli. Potem przewieźli mnie do prokuratury. W kajdankach siedziałem na korytarzu z dwoma żandarmami po bokach. Gmach prokuratury opuściłem około 19:00, po 13 godzinach - opowiada wojskowy.

Pytana o to zdarzenie Żandarmeria Wojskowa zaprzecza i twierdzi, że nie użyto wobec generała środków przymusu bezpośredniego a także kajdanek. Sąd uznał, że zatrzymanie było "bezprawne i nieuzasadnione".

Głównym zarzutem, jaki postawiono zatrzymanym było przywłaszczenie 7,9 mln zł. Nie wiadomo jednak, kto dokładnie miał to zrobić. Jak wyjaśnia adwokat gen. Majewskiego jego klient nie miał dostępu do konta SWAT i nie mógł tego zrobić. Jedyną osobą, która ten dostępo posiadała był Pietrzak.

Jak mogłem ukraść pieniądze, które trzymamy na koncie stowarzyszenia? Jako jego prezes mam przynajmniej do tych środków dostęp, ale jakim cudem nasze pieniądze mógł ukraść pan generał, czy pan pułkownik? - pyta Pietrzak.

Jak podaje onet.pl pieniądze nie zginęły. Zajęła je sama prokuratura. Konto zostało zajęte dzień po zatrzymaniu Pietrzaka.

29 października 2019 roku po zaskarżeniu tej decyzji, Wojskowy Sąd Okręgowy uchylił ją. Prokuratora uznała, że "dowody w ogóle nie pozwalają na określenie stopnia prawdopodobieństwa popełnienia zarzucanych im przestępstw".

Sąd uznał także, że nie wiadomo, jakie dowody zostały przyjęte za podstawę postawionych zarzutów, choć w sprawie przesłuchano dziesiątki świadków i "zajęto tysiące stron dokumentów".

Całe oskarżenie bazowało na opinii biegłego, którym był prof. Witold Modzelewski, ekonomista i członek rady programowej PiS.

Osobą zawiadamiającą o popełnieniu przestępstwa był Jarosław Kaczyński.

Prof. Modzelewski pytany o sprawę, odpowiedział, że "nic mu nie wiadomo o tym, kto w niniejszej sprawie był osobą zawiadamiającą organy ścigania".

Reklama

Za przygotowanie opinii otrzymał 30 tys. złotych.

Pytany o tę kwestię, prof. Modzelewski odpowiedział, że: "Za wykonane usługi została wystawiona faktura przez osobę prawną zgodnie z zasadami obowiązującymi w tego rodzaju działalności, uwzględniającymi przede wszystkim pracochłonność wykonanych usług".

Opinia prof. Modzelewskiego miała udowodnić tezę, że pokazy lotnicze w Radomiu były realizowane ze środków publicznych.

Zdaniem sądu "błędem głównym jest niezrozumienie charakteru i sposobu (źródeł) finansowania MPL Air Show Radomiu w latach 2011–2015 oraz brak oceny prawnej charakteru samych porozumień o wspólnym organizowaniu tych pokazów. We wskazanym okresie impreza ta była bowiem przedsięwzięciem realizowanym bez angażowania środków publicznych. Nie mogło być inaczej, gdyż było to przedsięwzięcie typowo komercyjne, które nie mogło być sfinansowane bezpośrednio z budżetu MON".

Onet dotarł również do dwóch dokumentów wojskowych w tej sprawie. Wynika z nich, że "uzyskane przez stowarzyszenie SWAT wpływy nie są dochodami publicznymi".

Od 2015 roku nękała nas żandarmeria. Regularnie byliśmy przesłuchiwani. Chciano, żebym powiedział, że te pieniądze, które nasze stowarzyszenie wypracowało, są tak naprawdę wojskowe, i że gen. Majewski miał jakąś czarną kasę, którą dysponował. Tymczasem żaden wydatek nie mógł być zrealizowany bez decyzji zarządu SWAT, albo mojej, jako prezesa – mówi Ryszard Pietrzak.

Dodaje, że SWAT będzie domagać się odszkodowania, bo straciło wielu potencjalnych ofiarodawców jednego procenta a jak podkreśla organizacja działa na rzecz ludzi m.in. dzieci z niepełnoprawnościami.