Grzegorz Schetyna zrezygnował w piątek z kandydowania na następną kadencję przewodniczącego PO i poparł kandydaturę swojego zastępcy Tomasza Siemoniaka.
- podkreślił Siemoniak pytany przez dziennikarzy o okoliczności podjęcia decyzji.
Według niego Schetyna zrezygnował "z poczucia odpowiedzialności za Platformę". Tak jak we wrześniu ub. roku desygnował Małgorzatę Kidawę-Błońską jako kandydatkę na premiera, również teraz uznał, że jego osoba "nie powinna być przeszkodą" - podkreślił polityk.
- powiedział Siemoniak o rezygnacji Schetyny. - zaznaczył. Siemoniak dodał, że taka rozmowa się odbyła i w jej efekcie on zdecydował się na kandydowanie.
Pytany, czy będzie chciał zaproponować Schetynie jakieś stanowisko, jeśli wygra wybory na szefa PO, odparł: . Jak dodał, Schetyna jest ważną postacią w historii Platformy, jest też posłem i "nie potrzeba mu formalnych tytułów, żeby odgrywał dużą rolę w polskiej polityce".
Siemoniak podkreślił, że "w interesie Platformy jest jak najlepsze zagospodarowanie" Schetyny, gdy już przestanie być szefem PO, tak jak zagospodarowani zostali jego poprzednicy. Donald Tusk był szefem Rady Europejskiej, a obecnie szefem Europejskiej Partii Ludowej, a Ewa Kopacz jest wiceprzewodniczącą Parlamentu Europejskiego.
Polityk zaznaczył też, że Schetyna "jest politykiem młodym, który jeszcze ostatniego słowa nie powiedział". - dodał. Przekonywał, że uda mu się po wygranej zbudować taki zespół, "który będzie prowadził partię do zwycięstw wyborczych". - mówił.
Pytany, co go różni z Borysem Budką, który uchodzi za faworyta wyborów szefa PO Siemoniak przekonywał, że obaj nieco inaczej stawiają akcenty. - podkreślił.
Zaapelował też do pozostałych kandydatów: .
Siemoniak był także pytany, czy niektórzy z kandydatów nie wycofają się i nie powtórzy się sytuacja z 2016 roku, gdy zarówno on jak i Borys Budka w ostatniej chwili zrezygnowali z kandydowania na stanowisko przewodniczącego partii, a potem obaj zostali zastępcami Schetyny.
- przekonywał. - dodał. Zapewnił, że sam jeszcze z żadnym z kontrkandydatów nie rozmawiał, bo jego decyzja "jest wczorajszo-dzisiejsza".
Przyznał, że wybory na szefa PO to "okoliczność utrudniająca" pełne skupienie się na kampanii kandydatki PO na prezydenta Małgorzaty Kidawy-Błońskiej. - powiedział Siemoniak.