Dlaczego, według prezydenta, dotąd nie ukarano winnych zbrodni sprzed 37 lat? "Na początku lat 90. efektem wielkiego zwycięstwa naszego narodu była niecałkowita zmiana władzy. Nie odejście rzeczywiste tych, którzy rządzili Polską bez demokratycznego tytułu, z nadania obcego mocarstwa, tylko swoisty kompromis, który dawał im przewagę. To oni doprowadzili do tego, że sprawcy zbrodni z 1970 roku, ale także i wielu innych zbrodni, nie zostali ukarani" - mówił prezydent.

Z Lechem Kaczyńskim nie zgadza się jednak Lech Wałęsa. "To Kaczyńscy podkładali nogę i przeszkadzali w rozliczeniu" - mówił były prezydent w RMF. "Trzeba oddać hołd, ale w bzdurach uczestniczyć nie wolno" - tłumaczy swoją nieobecność na uroczystościach w Gdyni.

O świcie w miejscu, gdzie 17 grudnia 1970 roku żołnierze ostrzelali robotników, odbył się apel poległych. "Trzeba rozliczyć przeszłość oraz zachować pamięć o ofiarach i osobach walczących" - apelował prezydent, przypominając, że winni śmierci ofiar Grudnia '70 do dziś nie zostali ukarani.

Jak mówił Lech Kaczyński, tragedia Grudnia '70 przyniosła wielkie zmiany - na szczycie komunistycznych władz, gdzie Władysława Gomułkę zastąpił Edward Gierek, a także w społeczeństwie. Wtedy bowiem głowę zaczęła podnosić opozycja. Dziesięć lat później na cały kraj rozlały się strajki Sierpnia '80, w 1989 roku upadł reżim komunistyczny w Polsce - tłumaczył prezydent.

W czasie krwawych pacyfikacji protestów robotniczych w Gdyni, Gdańsku, Szczecinie i Elblągu zginęły wtedy co najmniej 44 osoby. Ponad 1160 zostało rannych. Strajki wybuchły, gdy władze ogłosiły 17-procentową podwyżkę cen żywności.