Gowin w Polsat News podkreślił, że "tam gdzie jest kompromis nie ma wygranego i przegranego". Polska uniknęła głębokiego kryzysu ustrojowego. Gdyby wybory odbyły się 10 maja czy w jakimś późniejszych majowym terminie, byłyby kwestionowane przez pięć lat, niezależnie od tego, kto byłby prezydentem - zaznaczył szef Porozumienia. Dodał, że rozwiązania, które wypracował wspólnie z szefem PiS scalają też obóz Zjednoczonej Prawicy.

Reklama

Na uwagę, że rozwiązanie to można było wypracować wcześniej, Gowin stwierdził, że sytuacja jest nadzwyczajna. Nie było w ciągu ostatnich 100 lat takich okoliczności, w których demokratyczne wybory nie mogłyby się odbyć - zauważył.

Pytany jakie są jego obecnie relacje z Kaczyńskim i czy ma do niego zaufanie odparł, że są to relacje szeregowego posła z szeregowym posłem.

Wczorajsza rozmowa odbywała się w towarzystwie może nie tyle świadków, co innych uczestników. Nie czuję się upoważniony do tego, żeby mówić o jej szczegółach. Ale proszę mi wierzyć, są świadkowie, że ta rozmowa odbywała się naprawdę w bardzo dobrej atmosferze - zaznaczył. Dodał, że uczestniczyli w niej wicepremier Jadwiga Emilewicz i wiceminister obrony narodowej Marcin Ociepa. W pewnym momencie dołączył do nas premier Mateusz Morawiecki. Końcowy dokument jest efektem pracy tych pięciu osób – przyznał Gowin.

Wyraził nadzieję, że obóz Zjednoczonej Prawicy nadal będzie dobrze służył Polsce. To jest wielka wartość, żebyśmy w czasach tak głębokiego kryzysu mieli stabilną większość, stabilny, przewidywalny rząd. Mówiłem miesiąc temu, że po to się podaję do dymisji, aby wypracować dobry kompromis. Gdybym tego nie zrobił, być może już dzisiaj mielibyśmy rząd mniejszościowy. Być może przygotowywalibyśmy się do przedterminowych wyborów. Mam wrażenie, że obydwaj z prezesem Kaczyńskim dobrze przysłużyliśmy się Polsce - powiedział.

Lider Porozumienia pytany czy zamierza teraz wrócić do rządu odparł, że "temat rekonstrukcji rządu w ogóle nie był wczoraj podejmowany". Mam dużo ważnych, interesujących wyzwań jako szeregowy poseł, a mówiąc serio, jako prezes partii - dodał.

Gowin odnosząc się do porozumienia z PiS oświadczył, że nie wiadomo jakie będzie orzeczenie TK (w sprawie wniosku marszałek Sejmu - PAP) "i przede wszystkim Sądu Najwyższego". Co do TK, przyznam szczerze nie jestem szczególnie zainteresowany tym orzeczeniem, bo uważam, że konstytucyjny jest tylko termin wyborów 10 maja. 17 czy 23 to terminy niekonstytucyjne – zaznaczył polityk.

Jak dodał, każdy wie, iż 10 maja wyborów nie będzie - nie ma kart do głosowania, lokali wyborczych. Teraz jest pytanie jak wyjść z tego impasu. Kierując się zdrowym rozsądkiem oraz radami bardzo licznych ekspertów, często nie kojarzonych z obozem Zjednoczonej Prawicy, zaproponowaliśmy pewną ścieżkę wyjścia. Ona polega na tym, że SN musi stwierdzić - bo tak jest w konstytucji - czy wybory są ważne czy nie ważne - tłumaczył.

Jak dodał, jeśli SN jednak umorzy postępowanie to najsłuszniejsze będzie pójście drogą rad np. sędziego Wojciecha Hermelińskiego, czy prof. Marka Chmaja, którzy mówią, że "już 11 maja marszałek Sejmu może ogłosić nowe wybory". Nie nowy termin tych samych wyborów, tylko nowe wybory - dodał.

Dopytywany o nowy termin wyborów Gowin stwierdził, że wszystko będzie zależało od tego kiedy SN zajmie stanowisko.

Pytany o zapowiadaną nowelizację do ustawy korespondencyjnej szef Porozumienia powiedział, że wybory będą przeprowadzane przez PKW. Odpowiadając na kolejne pytania zaznaczył, że problemem są podpisy, które miałyby być składane w momencie, gdy listonosze doręczają wyborcom karty do głosowania. Tutaj trzeba wypracować wspólnie z opozycją jakieś rozwiązania alternatywne - oświadczył.

Gowin był też pytany o doniesienia dotyczące powołania przez Porozumienie własnego klubu parlamentarnego. Tego typu rozmów na razie nie prowadzimy - uciął.

Z kolei w TVN 24 Gowin ocenił, że kwestia powstania osobnego klubu to "temat przedwczesny". Na razie trzeba doprowadzić do demokratycznych, bezpiecznych wyborów (...), po tym będziemy zastanawiać się, jak na nowo ułożyć sobie relacje w Zjednoczonej Prawicy - zaznaczył.

Na pytanie czy obecny wiceminister aktywów państwowych Zbigniew Gryglas zostanie usunięty z Porozumienia i opuści też rząd, Gowin odparł, że żadna decyzja nie zależy od niego. W partii będzie - jak mówił - decydował o tym sąd koleżeński, jeśli pojawią się wnioski o wyrzucenie. Jeśli natomiast chodzi o kwestie ministerialne decyzja zależy od premiera.

Reklama