W środę marszałek Sejmu Elżbieta Witek zarządziła termin wyborów prezydenckich na niedzielę 28 czerwca. Oznacza to, że ewentualna druga tura wyborów odbędzie się 12 lipca.

Reklama

Znowu, wreszcie marszałek Sejmu ogłosiła termin wyborów - ocenił Cichocki. Raz ogłosiła wybory prezydenckie na początku lutego, w ostatnim możliwym dniu. I wtedy mówiliśmy "wreszcie". I teraz też możemy powiedzieć, że "wreszcie" - dodał.

Szef sztabu Hołowni powiedział PAP, że "cieszy się, że Sejm szybko procedował ustawę ws. wyborów prezydenckich". Żałuję, że tak dużo sensownych poprawek Senatu zostało wyrzuconych, a termin zbierania podpisów dla (kandydata KO - PAP) Rafała Trzaskowskiego został ograniczony do kilku dni - zaznaczył. Jego zdaniem "to nieuczciwe".

Jak podkreślił, ogłoszenie terminu wyborów oznacza, że "zacznie się normalna kampania". Jako komitet obywatelski byliśmy najbardziej dyskryminowani, bo nie mamy finansowania od partii politycznych, nie mogliśmy prowadzić zbiórki obywatelskiej na finansowanie działań kampanijnych - dodał. Początek kampanii oznacza początek zbiórki na kampanię - wyjaśnił.

Cichocki zapowiedział także, że Hołownia będzie nadal jeździć po Polsce i działać w internecie.

Grabiec: Jesteśmy gotowi do wyborów mimo utrudnień ze strony PiS

My jesteśmy gotowi do wyborów, jestem przekonany, że (kandydat KO - PAP) Rafał Trzaskowski wygra te wybory - skomentował tę decyzje w rozmowie z PAP rzecznik PO Jan Grabiec. Obserwujemy ze strony marszałek Witek pewne zdenerwowanie, któremu się nie dziwię, bo wszystko wskazuje na to, że Andrzej Duda te wybory przegra - dodał.

Z tego zdenerwowania obecnej władzy wynika też, w opinii rzecznika Platformy, presja wywierana na PKW w sprawie skrócenia terminu na zbieranie podpisów dla komitetu Rafała Trzaskowskiego do 5 dni. Przypomnę, że w Kodeksie wyborczym jest to 10 dni - zaznaczył Grabiec.

Z tego samego wynika również presja na PKW, mówił rzecznik PO, by ta zmieniła wzór druków na zbieranie podpisów, żeby "dotychczasowe wzory podpisów, które obowiązywały od 30 lat, które można było ściągnąć ze strony PKW, nie obowiązywały".

To są ruchy, które mają utrudnić rozruch kampanii wyborczej Rafała Trzaskowskiego, a moim zdaniem zadziałają wręcz przeciwnie - powiedział Grabiec. Lęk obecnej władzy przed Rafałem Trzaskowskim świadczy o tym, że to jest właściwy człowiek na właściwym miejscu, że właśnie on powinien się znaleźć w Pałacu Prezydenckim, by patrzeć władzy na ręce - dodał.

Zgodnie z kalendarzem wyborczym, który pozytywnie zaopiniowała PKW, termin rejestracji komitetów minie 5 czerwca, a rejestracji kandydatów - 10 czerwca.

Kosiniak-Kamysz: Decyzję ogłoszoną przez marszałek Sejmu podjął Jarosław Kaczyński

Reklama

Kosiniak-Kamysz w TVN24, odnosząc się do słów Witek o tym, że termin wyborów został wyznaczony dopiero na 28 czerwca "z winy opozycji", odparł: "Znów odwracanie kota ogonem. Stawianie wszystkiego na głowie".

Wiemy dobrze, że decyzję ogłoszoną przez marszałek Witek podjął Jarosław Kaczyński. I nie ma co tego owijać w bawełnę - podkreślił kandydat PSL na prezydenta.

Zwrócił uwagę, że obecnie "szukanie winnych trzeba zacząć od siebie". Powinni zacząć przedstawiciele PiS-u od wskazania tych, którzy podjęli decyzję o druku kart za 70 mln zł; tych, którzy doprowadzili do sytuacji, że wybory ogłoszone (na 10 maja - PAP) się nie odbyły, a nie zostały przełożone. Że jesteśmy w pustce konstytucyjnej, w chaosie prawnym - mówił.

Podkreślił, że "nie ma też takiej współpracy i możliwości wychodzenia z kryzysu gospodarczego, epidemiologicznego czy ustrojowego".

Potwierdził, że nadal będzie kandydatem PSL w wyborach prezydenckich 28 czerwca.

Nie ma równych szans, ponieważ dostęp do telewizji rządowej - to jest tylko dla jednego kandydata. I to już powoduje gigantyczną nierówność, ale idę swoją drogą i nie zamierzam tego zmienić - powiedział Kosiniak-Kamysz.

Bosak: Będę podróżować po Polsce, spotykać się z wyborcami na świeżym powietrzu

Byliśmy zwolennikami sierpniowego terminu wyborów prezydenckich, ale nie będziemy się obrażać na termin czerwcowy - powiedział Bosak na środowej konferencji prasowej. Nie jesteśmy opozycją totalną, ale konstruktywną i merytoryczną - dodał.

Kandydat Konfederacji na prezydenta zapowiedział, że od środy jego sztab będzie prowadzić kampanię wyborczą.

Natomiast Witold Tumanowicz, pełnomocnik sztabu wyborczego Bosaka, wyraził nadzieję, że kandydaci na prezydenta, którym wcześniej nie udało się zebrać wymaganej liczby podpisów, będą mogli ukończyć zbiórkę, aby zarejestrować komitet. Stajemy w obronie kandydatów, którym zabrakło nieco podpisów do zarejestrowania w poprzednich wyborach. To m.in. Romuald Starosielec (Jedność Narodu) i Waldemar Witkowski (Unia Pracy) - zaznaczył.

Do terminu wyborów odniósł się także szef koła Konfederacji Jakub Kulesza. 28 czerwca oczywiście nie jest terminem konstytucyjnym. Plusem ogłoszenia wyborów jest to, że obywatele przynajmniej wiedzą, że wybory odbędą się 28 czerwca. Ale mam obawy, że jeżeli kandydat opozycji totalnej przegra, to opozycja totalna wykorzysta tę niekonstytucyjność do podważania mandatu przyszłego prezydenta - powiedział PAP Kulesza.

Kulesza ocenił, że doszło do chaosu, za który odpowiada PiS. Ugrupowanie rządzące potyka się o własne nogi przez upieranie się przy terminie 10 maja na przeprowadzenie wyborów i nieskorzystanie z konstytucyjnej drogi przesunięcia tych wyborów z uwagi na stan nadzwyczajny, który de facto obowiązuje w Polsce. Doszło więc do sytuacji, w której wybory się odbyły, ale nie zostały przeprowadzone, w wyniku czego wpadliśmy w pułapkę prawną - ocenił Kulesza.

Według niego, konsekwencją takich działań była możliwość wymiany kandydata przez głównego oponenta Andrzeja Dudy - Koalicję Obywatelską. I być może wspomniany przeze mnie upór ze strony Prawa i Sprawiedliwości przyczyni się do przegranej urzędującego prezydenta, i to będzie wina wyłącznie strategów PiS, ich uporu, który doprowadził do ogromnego chaosu - stwierdził Kulesza.

Śmiszek: To dobry moment na wybory

28 czerwca to dobry moment na wybory. Wreszcie, po wielkim zawirowaniu, właściwie bezprecedensowym w polskiej historii, które przyniosło niezorganizowanie wyborów 10 maja, Polki i Polacy mają jasną datę i mam nadzieję, że PiS nie zrobi już żadnego kroku, który miałby tę datę zniweczyć - powiedział PAP Śmiszek.

Podkreślił, że Lewica jest gotowa do tych wyborów. Kandydat Lewicy Robert Biedroń rusza w Polskę, jest gotowy i będzie walczył o jak najlepsze poparcie, bez względu na datę - zaznaczył wiceprzewodniczący klubu Lewicy.

Jak mówił, do 28 czerwca są ponad trzy tygodnie kampanii. Myślę, że jest wystarczająca, żeby Polki i Polacy dowiedzieli się wiele o każdym kandydacie, co ma do zaoferowania, jakie składa obietnice i jakich wartości będzie strzegł - dodał Śmiszek.

Grodzki: Absolutnie zaprzeczam, by Senat prowadził obstrukcję

Marszałek Senatu powiedział w TVN24, że nie ma obaw, że nie uda się zebrać 100 tys. podpisów pod kandydaturą Rafała Trzaskowskiego, kandydata KO. - Jestem głęboko przekonany, patrząc na entuzjazm ludzi, na to jak magnetycznie Rafał Trzaskowski działa na wyborców, że te podpisy zbierzemy bez najmniejszego problemu - powiedział Grodzki.

Odniósł się do środowych wypowiedzi marszałek Sejmu o tym, że już od marca Koalicja Obywatelska chciała wymienić swojego kandydata na prezydenta i dlatego dopuszczała się, m.in. w Senacie, obstrukcji, by zablokować przeprowadzenie wyborów 10 maja.

- Absolutnie zaprzeczam temu, żeby Senat prowadził jakąkolwiek obstrukcję, wykonaliśmy swoją pracę niezwykle rzetelnie (...). Jeżeli partia rządząca mówi, że nie ma wpływu na wyboru, to jest to trochę dziwne, bo to świadczy o pewnej bezsilności - podkreślił Grodzki.

Marszałek Senatu dopytywany był o tezę, że KO zabierając stanowisko ws. wyborów kierowała się tylko tym, by zdążyć wymienić kandydata na prezydenta, i słowa o zagrożeniu epidemicznych były tylko grą.

- Jest to kompletna nieprawda - podkreślił Grodzki. Mówił, że brał udział razem z marszałek Sejmu w posiedzeniach RBN, gdzie była mowa o walce z pandemią, a nie o zmianie kandydatów.

Zaznaczył, że wybory 10 maja miały odbyć się tylko w drodze korespondencyjnej i "to w formie ulotkowej, druków bezadresowych, bez imienia i nazwiska". - To było kompletnie niepoważne, (...) uchroniliśmy Polskę przed gigantyczną kompromitacją na całym świecie - mówił Grodzki.

Sasin o terminie wyborów prezydenckich: Jedyny możliwy w tej chwili

- To już jest nieważne, czy ten kalendarz wyborów prezydenckich jest dobry, czy niedobry; on jest jedynym możliwym w tej chwili do realizacji - zadeklarował w środę wicepremier, minister aktywów państwowych Jacek Sasin.

- Nie udało się 10 maja (przeprowadzić wyborów prezydenckich - PAP) dzięki, jak się okazało, skutecznej obstrukcji opozycji. Obstrukcji prowadzonej na różnych poziomach, bo zarówno w parlamencie - mam tu na myśli przeciąganie prac Senatu (...) - a z drugiej strony to, co działo się już poza parlamentem, czyli w samorządach - mówił w telewizji wPolityce.pl wicepremier Sasin.

Wskazał, że samorządy były "zdominowane w znacznej mierze przez ludzi związanych z partiami opozycyjnymi" i "odmawiały współpracy w zorganizowaniu wyborów".

Sasin podkreślił, że "opozycja działa na zasadzie – jak nie kijem go, to go pałką".

Zwrócił uwagę, że dobrze to widać na jego przykładzie. - Ja się nie czuję winny. Jako rząd robiliśmy w tej sprawie to, co do nas należało. (...) Wyraźnie PO chodziło o to, by wymienić kandydata (na prezydenta - PAP). Dlatego nie mogli dopuścić do wyborów majowych. Potrzebny był im ten restart wyborczy, żeby zmienić kandydata - powiedział minister aktywów państwowych.

Przekonywał, że PO "wychodzi z założenia, że wybory mogą się odbyć tylko wtedy, gdy ich kandydaci mają szansę te wybory wygrać".

- 28 czerwca według wszelkich wyliczeń jest ostatnią datą, która umożliwia skuteczny wybór prezydenta, przeprowadzenie całej procedury łącznie ze stwierdzeniem ważności wyborów przed 6 sierpnia (kiedy kończy się kadencja prezydenta Andrzeja Dudy - PAP) - podkreślił.