W trakcie wystąpienia pod Poznańskimi Krzyżami prezydent miasta Jacek Jaśkowiak zachęcił, by "wcielając w życie testament uczestników Czerwca" starać się oponować wobec wszelkich nadużyć władzy. Pytał też, czy dziś, tak jak w Polsce ludowej "nie próbuje się narzucić jednego katalogu idei we wszystkich obszarach społecznego życia".
Obecna na obchodach wicepremier, minister rozwoju Jadwiga Emilewicz powiedziała, że wystąpienie Jaśkowiaka "było bardzo nie na miejscu i kompletnie nieadekwatne". – oceniła.
Jak dodała, Poznański Czerwiec to "pierwszy zryw wolności w powojennej Polsce; pierwszy raz, kiedy Polacy powiedzieli: chleba, ale tak naprawdę powiedzieli też: wolności". - podkreśliła.
Wiceszef MSZ, poznański poseł Szymon Szynkowski vel Sęk komentując wystąpienie Jacka Jaśkowiaka podczas rocznicowych obchodów powiedział, że "to było poza granicą zdrowego rozsądku, wysoce niestosowne i niesmaczne". – mówił wiceminister o prezydencie Poznania.
Jak dodał, Jaśkowiak próbuje zestawić z obecną sytuacją władzę, "która wyjeżdża na ulicę czołgami, torturuje ludzi, strzela do robotników, która zapowiada represje i ma cały aparat represji do ich realizowania".
W opinii marszałka województwa wielkopolskiego Marka Woźniaka (PO) nawiązania do dzisiejszej sytuacji w Polsce w wystąpieniu Jaśkowiaka "były delikatne, jednoznacznie jednak wskazywały na zagrożenia, które biorą się z tego, że jedna opcja polityczna zdobywa wszystkie elementy systemu, co prowadzi do braku możliwości jej kontroli".
– powiedział PAP Woźniak.
Jego zdaniem takie ostrzeżenia powinny padać w przestrzeni publicznej.
– powiedział Woźniak.
Marszałek województwa podkreślił, że choć sytuacji w obecnej Polsce nie można wprost porównywać z sytuacją Polski lat '50 ub. wieku, "w całej historii władza ma tendencje do monopolizowania w swoich rękach wszystkich decyzji, blokowania opozycji i pozbawiania możliwości kontroli siebie przez obce polityczne żywioły".
28 czerwca 1956 r. robotnicy Zakładów Cegielskiego, wówczas Zakładów im. Stalina, podjęli strajk generalny i zorganizowali demonstrację uliczną, krwawo stłumioną przez milicję i wojsko. Robotniczy bunt przeszedł do historii jako Poznański Czerwiec. W jego trakcie życie straciło 58 osób, około 240 osób zostało rannych. Zatrzymanych i aresztowanych było ok. 850 osób.