Przedstawił m.in. plan odbudowy ochrony zdrowia i dane o m.in. świadczeniach zdrowotnych.

Reklama

Sejmowa Komisja Zdrowia dyskutowała o sytuacji pacjentów chorych na inne choroby niż COVID-19. Zajęła się kwestią m.in. dostępności leczenia onkologicznego, badań profilaktycznych, zabiegów planowych, dostępności szpitali i personelu medycznego w nagłych przypadkach. Dyskusję jednak zdominowała tematyka związana z COVID-19.

Monika Rosa (KO) mówiła, że epidemia nie sprawiła, że inne choroby przestały istnieć. Zwróciła uwagę na zwiększenie liczby zgonów. Przytoczyła dane świadczące o tym, że od 31 sierpnia do 1 listopada tego roku w Polsce zmarło ponad 84 tys. osób wobec ponad 68 tys. w tym samym okresie 2019 r.

W tym samym czasie z powodu COVID-19 zmarło około 3700 osób. Oznacza to, że pozostałe 12 tys. zmarło z innych przyczyn – wyjaśniła.

Dodała też, że tylko w ostatnim tygodniu października zmarło 14 tys. osób, czyli dwa razy więcej niż rok temu, dwa, trzy lata temu. Większość z nich to osoby starsze. Zwróciła też uwagę na to, że każdego dnia u około 460 osób wykrywa się w Polsce nowotwory, a w epidemii wiele takich osób nie jest odpowiednio zdiagnozowanych lub dochodzi do tego późno, co sprawia, że wymagają bardziej zaawansowanego leczenia.

Z danych o stanie polskiej onkologii, przygotowanych przez Fundację Onkologiczną Alivia, na które powołała się posłanka, wynika, że podczas epidemii odwołane zostało co trzecie badanie lub terapia, a o ponad 30 proc. spadła liczba seansów radioterapii. W październiku wydano 22 tys. kart DiLO (Diagnostyki i Leczenia Onkologicznego), czyli o 3 tys. mniej niż rok wcześniej i o 700 mniej niż we wrześniu 2020 r.

Czy uda się i kiedy stworzyć miejsca dla pacjentów z COVID-19, by zapewnić miejsce innym potrzebującym? – dopytywała Rosa.

Posłowie w czasie trwającej blisko trzy godziny dyskusji wskazywali na to, że szpitale są przepełnione i nie ma odpowiedniej opieki nad pacjentami, m.in. w stanie nagłym. Odwoływane są badania diagnostyczne, zabiegi planowane, wizyty domowe, a ponadto w wielu przypadkach nie wyznacza się pacjentom nowych terminów wizyt. Wielokrotnie pacjenci nie są informowani o tym, gdzie mogą zrealizować badania. Często też nie mogą pożegnać się z umierającym bliskim, który przebywa w szpitalu, a hospitalizowanym dzieciom nie mogą towarzyszyć opiekunowie prawni.

Posłowie pytali o to, czy resort kontroluje ograniczenie świadczeń oraz jaki jest plan na przywrócenie dostępności świadczeń i kiedy to nastąpi.

Wiceminister zaznaczył, że resort pracuje nad uszczegółowieniem planu odbudowy systemu ochrony zdrowia dotyczącego m.in. profilaktyki, uwolnienia limitów świadczeń w ambulatoryjnej opiece specjalistycznej, zapewnienia większej koordynacji ścieżki postępowania z pacjentem w kardiologii oraz kontynuacji reformy psychiatrii, w tym dziecięcej. Jednocześnie jednak stwierdził, że jest jasne, że "pandemia poturbowała sektor ochrony zdrowotnej", a jego skala nas przerosła. Ponadto nie zatrzymała innych chorób i zgonów.

Ostanie tygodnie pokazują zwiększoną liczbę zgonów, co martwi – przyznał Gadomski.

Zaznaczył, że dane o ich przyczynach poznamy za około 1,5 roku. Wspomniał też, o tym że największym zabójcą pozostają choroby przewlekłe, kardiologiczne i onkologiczne.

Prezes Ogólnopolskiej Federacji Onkologicznej Dorota Korycińska dopytywała wiceministra, co zrobiono, żeby pacjenci przestali się bać. "Od maja apelowaliśmy o przygotowanie strategii i jestem zaskoczona tym zaskoczeniem" – podsumowała.

Wiceminister zarysował ogólną sytuację systemu ochrony zdrowia, ale odniósł się do wielu dziedzin medycyny. Zaznaczył, że przedstawiona analiza dotyczy pierwszych ośmiu miesięcy 2020 roku (styczeń-sierpień) w odniesieniu do tego samego okresu 2019 roku.

Reklama

Wyliczał, że z publicznych świadczeń zdrowotnych w analizowanym okresie 2019 roku skorzystało nieco ponad 28 mln osób wobec 26, 5 mln rok później. To spadek o około 6 proc. i związany jest – jak powiedział dalej – z pandemią. Największy ich dołek zanotowano w marcu, kwietniu.

Ten dołek wywołany zaskoczeniem, pewnym chaosem, spotkaniem się z czymś nieznanym na wszystkich szczeblach, począwszy od lekarzy POZ przez lekarzy specjalistów i szpitale – zauważył.

Odnosząc się do świadczeń w onkologii, mówił m.in., że największy spadek liczby wystawianych kart DiLO – o około 5-7 tys. – zanotowano w kwietniu i w maju tego roku. Potem nastąpiło odblokowanie tych świadczeń, a w sierpniu i wrześniu ich liczba przekroczyła wskaźniki notowane w 2019. Tłumaczył, że jeśli chodzi o programy lekowe, chemioterapię czy radioterapię, to liczba świadczeń praktycznie nie spadła.

Zmniejszyły się natomiast działania związane z programami dotyczącymi profilaktyki raka szyjki i piersi. Przebadano w analizowanym okresie o ponad 50 proc. mniej osób.

Wiceminister mówił też o wykonaniu ryczałtów szpitalnych. - W analizowanym okresie mamy je na poziomie 84 proc., to dość duży spadek. W kwietniu wykonanie ryczałtu to około 47 proc. To rzeczywiście pokazuje na lockdown w tamtym okresie – uzasadnił.

Zanotowano również spadek w świadczeniach nieobjętych limitami. W tym czasie zanotowano też spadek liczby zawałów o około 30 proc.

To odpowiedź, na to, czy zamknął się system czy pacjenci – powiedział. Dodał, że zakres badań obrazowych pozostał na podobnym poziomie jak rok wcześniej, inaczej niż w świadczeniach udzielonych przez podmioty podstawowej opieki zdrowotnej. Tutaj nastąpił spadek o 10 proc., choć dane te nie uwzględniają w dużej części teleporad, bo obowiązek ich raportowania wprowadzono od września.

Sumaryczna liczba za 9 miesięcy tego roku wyniosła 103 mln udzielonych porad (w POZ). W tym samym okresie 2019 było to 116 mln – powiedział.

Gadomski zauważył też, że teza o dużym przesunięciu akcentu w leczeniu pacjentów na szpitalne oddziały ratunkowe, izby przyjęć czy na nocną i świąteczną pomoc nie znalazły odzwierciedlenia.

Liczba świadczeń na SOR-ach i izbach przyjęć rok do roku zmalała w tym analizowanym okresie o 20 proc., a porad w nocnej i świątecznej pomocy lekarskiej o około 40 proc. – powiedział.

Wiceminister zaznaczył, że to stanowi wyzwanie dla systemu ochrony zdrowia, bo świadczy o tym, że pacjenci po prostu w wielu przypadkach nie zgłaszają się po pomoc lekarską.