Mecenas posłanki Lichockiej, Andrzej Lew-Mirski wyjaśnił w rozmowie z PAP, że wniosek do komisji etyki dotyczy negatywnej kampanii prowadzonej przez Platformę Obywatelską, na której czele stoi Borys Budka. Platforma sugerowała, że przy udziale poseł Lichockiej, pieniądze, które można było przeznaczyć na leczenie chorych na raka dzieci, trafiły do Telewizji Publicznej.
powiedział Lew-Mirski.
"Lichocka robi z siebie ofiarę"
Odnosząc się do tych informacji lider PO ocenił w piątek po południu na Twitterze, że "zamiast przeprosić, Lichocka robi z siebie ofiarę". napisał Budka.
Budka kierował "swoistą grupą przestępczą"
W ocenie mecenasa Lichockiej, Borys Budka kierował "swoistą grupą przestępczą", która łamała prawo. powiedział Lew-Mirski.
Podkreślił, że są dwie drogi postępowania. podkreślił prawnik.
Zapowiedział też złożenie w przyszłym tygodniu pozwu do sądu o ochronę dóbr osobistych. zaznaczył Lew-Mirski.
Gest Lichockiej
W lutym zeszłego roku Sejm opowiedział się przeciwko uchwale Senatu o odrzucenie nowelizacji ustawy o radiofonii i telewizji oraz ustawy abonamentowej, która zakładała rekompensatę w wysokości 1,95 mld zł w 2020 r. dla TVP i Polskiego Radia. Po tym głosowaniu media społecznościowe obiegło zdjęcie posłanki Joanny Lichockiej, na którym widać, jak posłanka trzyma wyciągnięty w górę środkowy palec.
Lichocka zapewniała wówczas, że nie wykonała wulgarnego gestu. Posłanka przeprosiła wszystkich, którzy poczuli się urażeni tymi wydarzeniami. Stwierdziła też, że przy użyciu stopklatek wprowadza się opinię publiczną w błąd i zarzuciła PO uruchomienie "machiny propagandowej".
Po tych wydarzeniach na ulicach polskich miast pojawiły się billboardy i plakaty z posłanką Lichocką.