Pod koniec marca „Wiadomości” TVP niespodziewanie uderzają w szefa Polskiego Funduszu Rozwoju Pawła Borysa. Zarzucają mu, że z tarczy branżowej, którą zarządza PFR, pomoc dostali sutenerzy. W kręgach PiS pojawia się plotka, że atak tuby propagandowej władzy autoryzował sam Jarosław Kaczyński. Miało to być pośrednie uderzenie w Mateusza Morawieckiego, by ten nie poczuł się zbyt mocno.
Reklama
Wkrótce po emisji materiału do lidera PiS zaczynają docierać partyjni działacze i współpracownicy. Prezentują prezesowi tweety i wpisy fejsbukowe polityków obozu rządzącego, ale też dziennikarzy. Chcą pokazać prezesowi, kto stanął w obronie Borysa, a kto nie. W ten sposób lider PiS mógł się przekonać, jak wygląda aktualny stan walki w jego partii i jak jest to odbierane na zewnątrz. Zobaczył, kto broni, kto jest atakowany, lecz także kto atakuje.
Sytuacja ta dobrze oddaje ewolucję PiS i jej lidera. Kaczyński nie zarządza już ideami i frakcjami, lecz oligarchami i ich dworami. Wprawdzie gdy partia była w opozycji, również istniały w niej różnice zdań i kliki, ale dojście do władzy dało różnym grupom nowe, znacznie potężniejsze instrumenty nacisku. Wzrost ich pozycji napędziła też rekonstrukcja rządu po wyborach prezydenckich, w której odrestaurowano duże resorty. Księstwa, którymi zawładnęli Piotr Gliński, Jacek Sasin i Jarosław Gowin, zaczęły dorównywać strefom wpływów Mariusza Błaszczaka, Mariusza Kamińskiego czy Zbigniewa Ziobry. Z kolei seria publikacji o prezesie PKN Orlen Danielu Obajtku pokazała, że choć formalnie podlega on ministrowi aktywów państwowych, to w gruncie rzeczy kieruje olbrzymim, autonomicznym lennem. Także prezes TVP Jacek Kurski, nazywany niekiedy czwartym koalicjantem, ma swoje własne małe imperium.

Żelazne prawo oligarchii

W umacnianiu swojej roli niektórym nie przeszkadza nawet emigracja do Brukseli. W PiS sporo do powiedzenia ma ciągle Joachim Brudziński; liczącym się politykiem pozostaje też Beata Szydło. – Pozycja naszych europarlamentarzystów jest wciąż silna w partii. Niektórzy z nich są nadal członkami komitetu politycznego, regularnie przylatują do Polski i biorą w nim udział, nie są na oucie – podkreśla nasz rozmówca z rządu.