Tusk podczas Campusu Polska Przyszłości dodał, że "wybory jeszcze ciągle są uznawane przez świat". Wyjaśnił, że chodzi o wybory prezydenckie, określane "jako wybory wolne i legalne, ale nieuczciwe".

Reklama

Przy nadużywaniu mediów publicznych, już nie mówię o tych wszystkich aferach kopertowych etc., przy blokowaniu Polonii, jeśli chodzi o głosowanie. Przy tajemniczych wynikach 100 procent frekwencji i 100 procent głosów na Andrzeja Dudę w obwodach zamkniętych prowadzonych przez zakonnice dla osób bardzo ciężko chorych. Bardzo ciekawy wynik jak się przyjrzeć, a różnica między wygranym a przegranym była w tych wyborach minimalna - powiedział lider PO.

"Witkowanie" w Sejmie, że użyję takiego słowa, grozi "witkowaniem" także jeśli chodzi o wybory parlamentarne i nie chcę, żeby nam "wywitkowali" te wybory - dodał.

"Nie można stawiać dylematu: człowieczeństwo czy bezpieczeństwo"

Nikt nie chce żyć w kraju, w którym władza stawia dylemat: bezpieczeństwo albo człowieczeństwo - powiedział lider PO Donald Tusk, nawiązując do kryzysu na granicy polsko-białoruskiej. Jego zdaniem, obecna władza chce nas odrzeć z człowieczeństwa i nie jest w stanie zapewnić bezpieczeństwa.

W kontekście tego kryzysu mówił też o "przekroczeniu granicy podłości".

Reklama

Lider PO Donald Tusk został owacyjnie przywitany na Campusie Polska Przyszłości w Olsztynie. Podziękował za pomysł Campusu. Dziękuję wam, że chce wam się rozmawiać o polityce. Jesteście spektakularnym dowodem, że można myśleć o przyszłości kraju jak ma się lat 20 czy 25 - powiedział.

Na wstępie obiecał, że po jego wystąpieniu "podniesie się temperatura". Przyznał, że w sercu i w głowie nie ma wesoło, bo ma w głowie problem i konsekwencje tego, co się dzieje na naszej wschodniej granicy. Mówię o dużo większym przekroczeniu granicy, czyli przekroczeniu granicy podłości - powiedział. Jego zdaniem, najgorsze jest to, że tę granicę podłości przekracza władza.

Podkreślał, że "granice uczciwości i podłości" są wytyczone dość wyraźnie. Jaki jest powód, że mimo, iż ta władza nie potrafiła zapewnić szczelnej granicy, że ta władza nie zapobiegła nielegalnemu przechodzeniu przez granicę setek i tysięcy migrantów. Ale nagle uznała, że zrobi się takie polityczne, mocne i podłe w swojej istocie przedstawienie. Bo tak naprawdę wywołanie tego kryzysu na granicy to spotkanie złych intencji i złych polityków" - przekonywał.

Z jednej strony mamy Łukaszenkę, z drugiej strony mamy Kaczyńskiego. Jeden i drugi ma swój interes w tym, żeby takie kryzysy wywoływać. Jeden chce destabilizować Polskę i UE, a drugi chce podsycać lęk, strach, poczucie niepewności i demonstrować tę swoją wolę ochrony granicy. To z samej swojej istoty podłe zachowanie. Bo stawką jest życie i zdrowie tych zupełnie niewinnych ludzi - mówił Tusk.

Przyznał, że pierwszym zadaniem państwa jest ochrona granicy i terytorium. Można też dyskutować w jaki sposób uszczelniamy granicę. Ale nie można cynicznie używać jako pionków w swojej grze nieszczęśliwych ludzi - powiedział Tusk.

Lider PO przekonywał, że są różni politycy. Są cyniczni, ale skuteczni, więc wiele im się wybacza. Są też politycy "z otwartym sercem", którzy czasem nie są dość skuteczni, bo są za mało cyniczni. Z jednymi i drugimi da się żyć - mówił. Kiedy jednak mamy do czynienia z politykami, którzy nie mają granic etycznych, którzy są zdolni do podłych rzeczy, a z drugiej strony są kompletnie bezsilni, niezdolni do rozwiązywania jakiegokolwiek problemu, tacy nieprzyzwoici nieudacznicy, to wtedy problem staje się bardzo poważny. Dziś mamy do czynienia z taką władzą - mówił Tusk.

Tusk podkreślał, że "kryzys na granicy, kilkadziesiąt osób koczujących, jest do rozwiązania w ciągu jednego dnia". Natomiast problem migracji będzie narastał i "nie ma tu złotych rozwiązań". Nikt normalny nie chce żyć w kraju, w którym władza stawia dylemat: albo bezpieczeństwo albo człowieczeństwo, a przed takim dylematem chcą nas dzisiaj stawiać - powiedział. Dobra władza robi wszystko, aby zapewnić ludziom bezpieczeństwo i nie odzierać z człowieczeństwa - dodał.

Jego zdaniem, mamy do czynienia z władzą, która chce nas odrzeć z człowieczeństwa i nie jest w stanie zapewnić bezpieczeństwa. Jak dodał, szczelność granicy można bowiem było zapewnić dużo wcześniej. Podał przykład Litwy, której przedstawiciele jeździli do Iraku, żeby ograniczyć liczbę samolotów do Białorusi. Nasze władze jednak - jego zdaniem - robiły w tej sprawie niewiele.

Dodał, że mówi o tym konkretnym przypadku, ponieważ widać w nim wszystkie dylematy polityczne. Ta sytuacja pokazuje też - jak mówił Tusk - jak ważne jest, "by ich odsunąć od władzy".

Przyjechałem tu, po to, by wziąć na siebie ten ciężar. Mam głębokie przekonanie, że wiem, jak z polskiej polityki pogonić tych wszystkich, którzy z polskiej polityki czynią dla nas takie piekło nie do zniesienia - oświadczył Tusk.

"Ziobro i Kaczyński. Oni tam naprawdę śpią z nożami pod poduszką"

Nawet jeżeli w niektórych sprawach możemy się różnić, to jesteśmy nie przykładem zgodnej współpracy, tylko my jesteśmy członkami dokładnie tej samej rodziny politycznej. Jak w rodzinie: można się spierać, czasami ambicje mogą się skrzyżować, ale nikt nas nie podzieli. Komukolwiek by się marzyło to, by rozwalić PO, albo w najmniejszym stopniu skłócić Rafała Trzaskowskiego i mnie, ten kompletnie nie rozumie tej rzeczywistości - powiedział Tusk podczas piątkowej debaty z Rafałem Trzaskowskim.

Trzaskowski powiedział z kolei, że "dzisiaj, jeżeli my po stronie opozycyjnej, nie będziemy się w stanie porozumieć, to w ogóle nie mamy czego szukać w polityce, a co dopiero w jednej partii". Mamy takie same zadania do wykonania - oświadczył. Jeżeli ktoś tego nie rozumie, jeżeli ktoś by chciał przedkładać swój osobisty interes albo ambicję - a każdy z nas ma spore, ale zdrowe ambicje - to oznaczałoby jedno wielkie nieporozumienie - podkreślił.

My się bardzo cieszymy, że możemy ze sobą współpracować. Pomyślcie tylko: Ziobro i Kaczyński. Oni tam naprawdę śpią z nożami pod poduszką. Nam się udało wypracować najwyższe, europejskie standardy współpracy, a jak do tego dochodzi przyjaźń, to już w ogóle jest okej, nawet jeżeli czasami (mamy) inny pogląd, czy nie do końca wspólny interes - dodał Tusk.

"Jedną z pierwszych decyzji będzie zgoda na związki partnerskie"

Jeden z uczestników Campusu zadał Tuskowi i Trzaskowskiemu pytanie: "kiedy będę mógł wziąć ślub ze swoim chłopakiem?".

Tusk przekonywał, że radykalne zmiany prawa, takie jak małżeństwa homoseksualne, to są zmiany, które wielu Polakom "niełatwo przychodzi akceptować". Zaznaczył, że trzeba robić wszystko, żeby ludzie o innej orientacji mieli pełne prawa, a wszyscy inni znaleźli w sobie "gotowość do akceptacji" dla tych zmian.

Decyzje polityków powinny wyprzedzać zmiany społeczne, ale dobrze, aby one nie były zbyt oderwane od siebie - przekonywał Tusk. Zmiany przepisów, np. umożliwiające zawarcie ślubu przez ciebie, powinny być możliwie blisko poziomu akceptacji społecznej - dodał b. premier.

Z sali zaczęły padać pytania: "Kiedy?" Wymagałoby to zmiany przepisów w Polsce. Jeżeli pytanie ma być adekwatne do tego, co jest dzisiaj w Polsce, to jest pytanie, jeśli ja będę stał np. na czele większości parlamentarnej w następnych wyborach, to jedną z pierwszych decyzji będzie decyzja o zgodzie na związki partnerskie - zadeklarował Tusk, wywołując owacje zgromadzonych.