Nie żyje mężczyzna postrzelony w sobotę przez agentów federalnych w Minneapolis - przekazał Departament Bezpieczeństwa Krajowego USA. Jak poinformowano, agenci użyli broni, bo mężczyzna był uzbrojony i stawiał opór. Na miejscu zgromadzili się ludzie i doszło do starć z policją. Doniesienia o tragedii skomentował prezydent USA Donald Trump.
Resort bezpieczeństwa USA: stawiał agresywny opór
"O godz. 9.05 czasu środkowego, gdy funkcjonariusze organów ścigania resortu bezpieczeństwa krajowego prowadzili operację w Minneapolis przeciwko nielegalnemu imigrantowi poszukiwanemu za napaść z użyciem przemocy, do funkcjonariuszy straży granicznej podeszła osoba z 9 mm pistoletem półautomatycznym, który widać tutaj" - napisał resort na platformie X, publikując zdjęcie broni. Zaznaczono, że służby próbowały rozbroić podejrzaną osobę, lecz - według resortu - stawiał on opór w sposób agresywny. "W obawie o swoje życie oraz życie i bezpieczeństwo innych funkcjonariuszy agent oddał strzały w obronie własnej. Ratownicy medyczni na miejscu zdarzenia natychmiast udzielili pomocy medycznej podejrzanemu, ale stwierdzono jego zgon na miejscu" - poinformowało ministerstwo. Resort przekazał, że osoba ta miała przy sobie dwa magazynki i nie miała dokumentu tożsamości. "Wygląda to na sytuację, w której ta osoba chciała wyrządzić jak największe szkody i zmasakrować organy ścigania" - stwierdził.
Policja tłumi protesty w Mineapolis
Według ministerstwa ok. 200 osób, które nazwano "awanturnikami", przybyło na miejsce zdarzenia. Zarzucono im, że "zaczęli utrudniać pracę funkcjonariuszom i atakować ich". "W celu zapewnienia bezpieczeństwa społeczeństwu i funkcjonariuszom zastosowano środki kontroli tłumu” - dodał resort bezpieczeństwa krajowego. Jak donoszą media, służby wykorzystują przeciwko protestującym w Minneapolis m.in. gaz łzawiący. Stacja NBC z powołaniem na miejscowe władze przekazała, że mężczyzna, który zginął w sobotę rano, to najprawdopodobniej biały mieszkaniec miasta w wieku 37 lat, będący obywatelem USA. Wcześniej AP pisała, że ofiara miała 51 lat. Policja poinformowała, że mężczyzna, postrzelony przez agenta federalnego, miał pozwolenie na posiadanie broni.
Komentarz Donalda Trumpa - wskazał winnych
Donald Trump zareagował na wydarzenia z Minneapolis. Komentując sprawę w mediach społecznościowych, Trump stwierdził, że za wszystko winę ponoszą skorumpowani Demokraci. "To broń strzelca, załadowana (z dwoma dodatkowymi pełnymi magazynkami!) i gotowa do użycia – o co w tym wszystkim chodzi? Gdzie jest lokalna policja? Dlaczego nie pozwolono im chronić funkcjonariuszy ICE? Burmistrz i gubernator odwołali ich?" - pyta Trump na Truth Social. Do wpisu dołączył zdjęcie broni, którą ofiara miała przy sobie. "Burmistrz i gubernator podżegają do powstania swoją pompatyczną, niebezpieczną i arogancką retoryką! Zamiast tego, ci świętoszkowaci polityczni głupcy powinni szukać miliardów dolarów skradzionych mieszkańcom Minnesoty i Stanów Zjednoczonych Ameryki" - komentuje Trump, pisząc o 12 000 nielegalnych imigrantów, którzy zostali zatrzymani i wywiezieni z Minnesoty. "Gdyby nadal tam byli, zobaczylibyście coś o wiele gorszego niż to, czego jesteście świadkami dzisiaj" - przek
Operacja przeciw imigrantom w Minneapolis
W kontekście sobotniej tragedii burmistrz Minneapolis Jacob Frey wezwał prezydenta USA Donalda Trumpa do zakończenia misji agentów federalnych w tym mieście. "Ilu jeszcze mieszkańców, ilu Amerykanów musi zginąć albo zostać rannych, by ta operacja się zakończyła?" - zapytał Frey. Do zdarzenia doszło na tle rosnących napięć i protestów w mieście przeciwko działaniom służb imigracyjnych i po zastrzeleniu na początku miesiąca przez funkcjonariusza ICE (Urzędu ds. Imigracji i Egzekwowania Ceł) Renee Nicole Good.