Będziemy mieli tani prąd! Uratujemy ludzi od powodzi! Znów zadziwimy świat! Takie propagandowe hasła towarzyszą budowie tamy na Długiej Rzece (tak tłumaczy się chińską nazwę Jangcy). W założeniu prąd z elektrowni ma docierać do 130 milionów Chińczyków. Ponadto uregulowanie rzeki Jangcy ma zapobiec powodziom, które regularnie nawiedzały tereny położone w dolnym biegu rzeki. Czy jednak znów teoria nie rozminie się z praktyką?

Według DZIENNIKA, tama symbolizuje zacofanie Chin, a nie ich rozwój. Zmiany, jakie przyniesie jej budowa to trzęsienia ziemi, osuwiska, zamulenie zbiornika i wymieranie rzadkich gatunków zwierząt i roślin. Zamulone wody rzeki Jangcy będą zapychać turbiny elektrowni. A to oznacza ciągłe naprawy, podnoszące koszty energii. Wreszcie pola ryżowe dotychczas nawadniane wodami rzeki i nawożone mułem niesionym przez Długą Rzekę wkrótce zmienią się w jałowe pustynie. A to może doprowadzić do klęski głodu.

Chiny mimo reform gospodarczych nadal trzymane są twardą ręką przez komunistyczne władze. A doświadczenie wskazuje, że komuniści - mając wytyczony cel - dążą do niego, nie patrząc na skutki. W XX wieku do wielkiej katastrofy doprowadziło nawodnienie pustyni Kara-Kum w Związku Radzieckim. Miało przynieść ogromne zyski, a doprowadziło do kataklizmu ekologicznego, który będzie dawać się we znaki jeszcze przez wiele lat.