Prezydentowi Białorusi Aleksandrowi Łukaszence zamarzyła się Białoruś mlekiem i miodem płynąca! Gospodarczo prześcigająca nawet Niemcy i Francję! Rozmarzył się tak mocno, że twierdzi nawet, iż nieźle byłoby, gdyby na Białorusi powstało coś takiego, jak partia władzy. Oczekuje przy tym, że obywatele wyskoczą z inicjatywą... założenia mocnej partii komunistycznej. A Amerykanom mówi - precz z naszego nieba! Niech sobie latają naokoło.
Czyżby Łukaszence coś się przestawiło?! Chce, aby obywatele założyli nową partię?! Czyżby zapomniał, jak rozkazał milicji pałować demonstrantów na Placu
Październikowym w Mińsku i jak zamykał do więzień działaczy demokratycznej opozycji?
"Nie będę hamować procesów, które doprowadziłyby do utworzenia takiego ruchu społecznego lub partii. Jeśli zdarzy się tak, że się pojawią, nie będziemy temu przeszkadzać" - niespodziewanie ogłosił Łukaszenka. Bez obaw, prezydent zdrowy jest - szybko bowiem okazało się, o co naprawdę chodzi.
Łukaszenka wykluczył możliwość jakiegokolwiek dialogu z obecną opozycją. "To nie opozycja. To popaprańce!" - stwierdził w białoruskim parlamencie. Łukaszence najbardziej imponowałaby... partia komunistyczna z prawdziwego zdarzenia.
"Brakuje takiej siły politycznej. W najlepszych latach wypełniała bardzo poważne funkcje w naszym społeczeństwie" - podkreślał. Jak to można odebrać? Jako podlizywanie się Rosji i prezydentowi Putinowi! W polityce zagranicznej dla prezydenta Białorusi to właśnie ten kierunek liczy się najbardziej. Bo Putin jest jedynym gwarantem jego tyranii.
Uderzył za to w Amerykanów i Kanadę za zablokowanie ich przestrzeni powietrznej dla białoruskich samolotów. "Kto im dało prawo ograniczania swobody przemieszczania się! Na jakiej podstawie oni zakazują nam podróżowania!" - grzmiał z trybuny. "To wyraz dzikości tych ludzi!" - ocenił.
I co zrobił? Dokładnie to samo! Chce zablokować białoruskie niebo dla amerykańskich i kanadyjskich samolotów. "Niech latają przez kraje bałtyckie, Ukrainę. Może stracimy coś na tym, ale powinniśmy pokazać im swoją dumę" - uznał.
Co ciekawe, Łukaszenka wciąż widzi przed sobą świetlaną przyszłość... "Białoruś konsekwentnie posuwa się naprzód. Dziś stawiamy sobie nowy, ambitny cel: wprowadzić nasz kraj do grona wysoko rozwiniętych państw europejskich. Mamy po temu wszelkie możliwości!" - zapewnił Białorusinów w dorocznym orędziu.
"Nie będę hamować procesów, które doprowadziłyby do utworzenia takiego ruchu społecznego lub partii. Jeśli zdarzy się tak, że się pojawią, nie będziemy temu przeszkadzać" - niespodziewanie ogłosił Łukaszenka. Bez obaw, prezydent zdrowy jest - szybko bowiem okazało się, o co naprawdę chodzi.
Łukaszenka wykluczył możliwość jakiegokolwiek dialogu z obecną opozycją. "To nie opozycja. To popaprańce!" - stwierdził w białoruskim parlamencie. Łukaszence najbardziej imponowałaby... partia komunistyczna z prawdziwego zdarzenia.
"Brakuje takiej siły politycznej. W najlepszych latach wypełniała bardzo poważne funkcje w naszym społeczeństwie" - podkreślał. Jak to można odebrać? Jako podlizywanie się Rosji i prezydentowi Putinowi! W polityce zagranicznej dla prezydenta Białorusi to właśnie ten kierunek liczy się najbardziej. Bo Putin jest jedynym gwarantem jego tyranii.
Uderzył za to w Amerykanów i Kanadę za zablokowanie ich przestrzeni powietrznej dla białoruskich samolotów. "Kto im dało prawo ograniczania swobody przemieszczania się! Na jakiej podstawie oni zakazują nam podróżowania!" - grzmiał z trybuny. "To wyraz dzikości tych ludzi!" - ocenił.
I co zrobił? Dokładnie to samo! Chce zablokować białoruskie niebo dla amerykańskich i kanadyjskich samolotów. "Niech latają przez kraje bałtyckie, Ukrainę. Może stracimy coś na tym, ale powinniśmy pokazać im swoją dumę" - uznał.
Co ciekawe, Łukaszenka wciąż widzi przed sobą świetlaną przyszłość... "Białoruś konsekwentnie posuwa się naprzód. Dziś stawiamy sobie nowy, ambitny cel: wprowadzić nasz kraj do grona wysoko rozwiniętych państw europejskich. Mamy po temu wszelkie możliwości!" - zapewnił Białorusinów w dorocznym orędziu.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl