Dziennik Gazeta Prawana logo

Niespodziewana wizyta prezydenta USA w Bagdadzie

12 października 2007, 11:39
Ten tekst przeczytasz w 1 minutę
George Bush przyleciał do Iraku. O podróży wiedziała jedynie garstka jego współpracowników i kilku dziennikarzy, którzy przysięgali, że dotrzymają tajemnicy ze względów bezpieczeństwa.
Ze swojej siedziby w Camp David, Bush wyruszył w poniedziałek wieczorem. Śmigłowcem poleciał do bazy lotniczej Andrews, koło Waszyngtonu, i tam wszedł na pokład Air Force One, ale nie głównym, lecz tylnym wejściem, w koszuli bez krawata i baseballowej czapeczce.

Jedenaście godzin później, kiedy świat był przekonany, że prezydent jest wciąż w Camp David, Air Force One wylądował na lotnisku w Bagdadzie. Tam Bush przesiadł się do śmigłowca Black Hawk, który w ciągu sześciu minut dostarczył go do pilnie strzeżonej Zielonej Strefy w irackiej stolicy. Właśnie ten krótki lot śmigłowcem uważany był za najbardziej niebezpieczny etap podróży.


Służby specjalne bały się, że iraccy terroryści mogą chcieć pomścić swojego herszta, Musaba al-Zarkawiego, którego Amerykanie i irackie wojsko dopadli w zeszłym tygodniu.

Według komentatorów, Bush chce pogratulować tym, którzy dopadli Zarkawiego i poznać plany nowego irackiego rządu.
Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj