Jeszcze niedawno makaki wesoło zajadały owoce i słodycze rzucane przez turystów. Gdy ci zniknęli, wystraszeni potokami lawy z wulkanu Merapi, dzikie hordy wygłodniałych potworów zaczęły pustoszyć domy Bogu ducha winnych mieszkańców Indonezji.
Turyści to dla wszechobecnych makaków chodząca spiżarnia bez dna. I teraz, gdy owa spiżarka wywędrowała, a w brzuchu zaczęło burczeć, zdesperowane małpy
zaatakowały ludzi.
Ci, którzy zostali w swych domach położonych na zboczach wulkanu Merapi, ryzykują więc nie tylko, że zaleje ich lawa, ale że w nocy zaatakują setki małp.
Ci, którzy zostali w swych domach położonych na zboczach wulkanu Merapi, ryzykują więc nie tylko, że zaleje ich lawa, ale że w nocy zaatakują setki małp.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|