Naiwny pomysł? Nie wywiad i nie służby specjalne, a miłość i przyjaźń mają zmienić przyszłych terrorystów-samobójców w niewinne owieczki. Powodzenia!
Przyjacielskiego podejścia do żądnych krwi zamachowców oczekuje arcybiskup Yorku dr John Sentamu. W rocznicę zamachu na Londyn zauważył on, że terrorystów
najlepiej włączać do "kręgów miłości i tym samym czynić z nich swoich przyjaciół".
Wedle niego, służby specjalne okażą się niczym w porównaniu z siłą miłości drugiego człowieka. Zmieniając terrorystę wewnętrznie, odwiedziemy go od planu zabijania innych. A najlepiej, gdyby przyszłego samobójcę zamachowca pozbawić powodów, dla których chce wysadzić się w powietrze lub porwać samolot.
Tylko czy członkowie Świetlistego Szlaku, Hamasu, Al-Kaidy, Tupaca Amaru, Armii Ansar al-Sunna i Brygad Abu Hafsa al-Masriego nie marzą o niczym innym niż o przyjaźni i duchowym braterstwie z Amerykanami i Brytyjczykami?
Wedle niego, służby specjalne okażą się niczym w porównaniu z siłą miłości drugiego człowieka. Zmieniając terrorystę wewnętrznie, odwiedziemy go od planu zabijania innych. A najlepiej, gdyby przyszłego samobójcę zamachowca pozbawić powodów, dla których chce wysadzić się w powietrze lub porwać samolot.
Tylko czy członkowie Świetlistego Szlaku, Hamasu, Al-Kaidy, Tupaca Amaru, Armii Ansar al-Sunna i Brygad Abu Hafsa al-Masriego nie marzą o niczym innym niż o przyjaźni i duchowym braterstwie z Amerykanami i Brytyjczykami?
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl