Na szczęście Tomasz Gorzkiewicz i Aldona Widawska mieli miejsca w ogonie samolotu. Zaraz po wypadku kobieta otworzyła tylne drzwi i rozwinęła trap ratunkowy. O własnych siłach, razem z mężczyzną, wyskoczyła z wraku. Przy ucieczce skręciła nogę. Jej chłopakowi nic się nie stało. Lecieli na wakacje do Mongolii, ale - jak mówi dziennikowi.pl konsul w Irkucku, Andrzej Rola-Janicki - chcą już wracać do domu. "Jestem bardzo szczęśliwa" - powiedziała Halina Gorzkiewicz, matka Tomasza.

"Jutro pojedziemy z Aldoną na rentgen, bo to prześwietlenie, które jej dzisiaj zrobili, to było partactwo" - mówi dziennikowi.pl Andrzej Janicki-Rola. I podkreśla, że im szybciej znajdą się w Polsce, tym dla nich lepiej. "Przeżyli szok, stracili cały bagaż, ale przewoźnik się do niczego nie poczuwa. Ale to tutaj normalne. Byli ubezpieczeni w Polsce, więc tylko ich ubezpieczyciel może teraz cokolwiek załatwić" - twierdzi konsul.

Ratownicy walczyli z pożarem trzy godziny. Równocześnie wyciągali kolejne ofiary - żywe i martwe. Świadkowie opowiadają o płonących ludziach, usiłujących wydostać się z wraku. Karetki odwiozły do szpitala 70 rannych - głównie z ciężkimi poparzeniami. W samolocie były 204 osoby, w tym 14 dzieci lecących na wakacje nad jezioro Bajkał i 12 cudzoziemców. Oprócz dwojga Polaków, trzech obywateli Niemiec, dwóch Azerbejdżanu, dwóch Białorusi i trzech Chin. Zginęła cała ośmioosobowa załoga.

Na razie pod uwagę brane są wszystkie możliwe przyczyny katastrofy. Mogło nią być krótkie spięcie, które zablokowało hamulce samolotu, albo iskra, która podpaliła podwozie podczas lądowania. Według polskiego konsula, obsługa samolotu poinformowała lotnisko, że samo lądowanie odbyło się bez niespodzianek. Nie wiadomo jednak, dlaczego samolot lądował na zapasowym pasie - otoczonym budynkami.

Prezydent Władimir Putin ogłosił, że 10 lipca będzie w Rosji dniem żałoby narodowej.