Gdy samolot rosyjskich linii Sibir lądował na lotnisku w Irkucku, nic nie zapowiadało tragedii. Dopiero gdy kołował po pasie, okazało się, że zawiodły hamulce. Pilot próbował skręcić i wyhamować na innym pasie, ale nie udało się. Maszyna wbiła się w betonowy budynek i stanęła w ogniu. Zginęły 124 osoby, 71 zostało rannych.
"Chyba do końca do nikogo nie dotarło, co się dzieje, że grozi nam śmierć" - opowiada Ada Widawska. "Była mgła, ale po wylądowaniu jeszcze przez jakiś czas wydawało się, że wszystko jest w porządku. Potem prawdopodobnie samolot wyjechał poza pas startowy i uderzył skrzydłem w budynki" - dodaje Tomasz Gorzkiewicz.
Gdy zobaczyli ogień na pokładzie, wyskoczyli przez otwarte drzwi i zjechali na ziemię po gumowym trapie. Polka odniosła tylko niegroźną kontuzję nogi. Oboje lecieli na wakacje do Mongolii, ale mają już dość. Chcą wracać do kraju.
"Zobaczyłam, że płonie silnik" - opowiada Ada Widawska, która przeżyła katastrofę samolotu pasażerskiego na lotnisku w Irkucku. "Najwięcej ludzi zginęło w środkowej części samolotu" - dodaje Tomasz Gorzkiewicz. On również wyszedł z katastrofy cało. DZIENNIK rozmawiał z Polakami, którzy podróżowali feralnym lotem z Moskwy.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Reklama
Reklama
Reklama