To ma być taka pomoc, jak ta, dzięki której w Polsce upadł komunizm. Kubańska opozycja dostanie co roku od prezydenta USA aż 80 milionów dolarów. Tyle że opozycja... wcale nie chce tych pieniędzy.
"Boimy się, że teraz rząd weźmie się do nas poważnie" - płacze kubańska opozycjonistka Miriam Leiva. Teraz Castro będzie miał powód, by opozycję uznać za
amerykańskich agentów i wszystkich pozamykać w więzieniach. Bo kubański dyktator już ostro zaatakował Amerykę. Stwierdził, że te pieniądze sfinansują kolejny zamach na niego. Dysydenci
boją się też, że reżim położy łapę na obiecanej przez Amerykanów gotówce.
Bush jednak się nie przejmuje, wierzy, że ta pomoc skończy wreszcie ponury okres rządów 79-letniego kubańskiego tyrana. Pieniądze mają stworzyć nowe, niezależne media czy pomóc młodym Kubańczykom wyjeżdżać na studia w Stanach. Dzięki temu mieszkańcy wyspy dowiedzą się, że poza nią jest też świat, w którym żyje się o wiele lepiej niż pod żelazną ręką Castro.
Bush jednak się nie przejmuje, wierzy, że ta pomoc skończy wreszcie ponury okres rządów 79-letniego kubańskiego tyrana. Pieniądze mają stworzyć nowe, niezależne media czy pomóc młodym Kubańczykom wyjeżdżać na studia w Stanach. Dzięki temu mieszkańcy wyspy dowiedzą się, że poza nią jest też świat, w którym żyje się o wiele lepiej niż pod żelazną ręką Castro.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|