Wojsko przeczesuje przygraniczne miejscowości. Żołnierze szukają ukrytych składów broni. Jednak bojówki Hezbollahu stawiają twardy opór. Zabili dwóch żołnierzy, a kilkunastu ranili. Izraelskie czołgi i piechota rozbijają terrorystyczne bojówki, które wciąż ostrzeliwują Izrael. Właśnie przez te rakietowe ataki burmistrz Hajfy kazał wywieźć z portu wszystkie łatwopalne materiały. Boi się, że rakiety Hezbollahu, które trafią w statki i kontenery mogą wywołać eksplozję, która zniszczy całe miasto.
Tymczasem Międzynarodowy Czerwony Krzyż błaga ONZ o pomoc dla Libańczyków. Oni są pozbawieni prądu i wody, kończą się lekarstwa. Dlatego, według pracowników MCK jedyną szansą na pokój jest natychmiastowe wprowadzenie sił ONZ, które dopilnują, by Hezbollah nie ostrzeliwał izraelskich miast, a Izrael skończył bombardowania. Wtedy pomoc humanitarna dotrze do Libanu, a dla obywateli tego kraju skończy się koszmar.
Takie rozwiązanie wyklucza Izrael. Rząd i wojskowi twierdzą, że wejście ONZ nic nie zmieni, a "błękitne hełmy" przez palce będą patrzeć na terrorystów. Premier Ehud Olmert obiecuje natychmiast wycofać się z Libanu, gdy tylko izraelskie wojsko zgniecie Hezbollah.