Nie widać końca przemocy na Bliskim Wschodzie. Już drugi raz przyjechała tam amerykańska sekretarz stanu, by uspokoić sytuację. Ale Hezbollah uważa, że to właśnie USA popychają Izrael do wojny. I grozi, że jego rakiety mogą sięgnąć dalej w głąb państwa żydowskiego.
Co zaskakujące, szejk Hasan Nasrallah, przywódca Hezbollahu, oświadczył, że wierzy w wolę zawarcia rozejmu przez Izrael. Ale ponieważ jest przekonany, że Condoleezza Rice przyjechał na Bliski Wschód, by narzucić Libanowi amerykańskie warunki, zagroził dalszymi atakami, jeżeli ofensywa nie ustanie.
Nasrallah uważa, że Izrael chce już skończyć wojnę, bo poniósł "poważną klęskę". Chodzi mu o walki wokół libańskiego miasta Bint Dżubail, przy granicy z Izraelem. Izraelska armia wycofała się z tego rejonu. Wojskowi tłumaczą jednak, że zrobili to, bo nie chcieli niszczyć całego miasta.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|