Wojna w Libanie zbiera żniwo po obu stronach. Od izraelskich bomb i rakiet Hezbollahu giną kobiety i dzieci. I to właśnie ich najbardziej żal. Według libańskiego premiera, od bomb rannych zostało aż 1000 dzieci. Izraelczycy też liczą straty, ich ginie o wiele mniej niż w Libanie.
Najwięcej dzieci ginie od bomb, gdy wychodzą bawić się na ulicach zrujnowanych miast. Zajęte zabawą ignorują syreny - przecież przywykły do nalotów. Najlepsza radocha jest wśród gruzów, a wtedy kolejny izraelski nalot zbiera ponure żniwo.
Inne próbują się bawić kawałkami bomb, które znajdują w ruinach. A część pocisków to niewypały. Wystarczy je trącić, by wybuchły, a wszystkie dzieci wokół giną na miejscu.
A po drugiej stronie granicy ginie znacznie mniej osób. Bombardowania Hezbollahu są niedokładne. Większości dzieci udaje się uciec do schronów.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|