W ręce Izraelczyków wpadł jeden z bojowników Hezbollahu, który 12 lipca porwał dwóch żydowskich żołnierzy. To wielki sukces propagandowy izraelskiej armii, bo właśnie ich uprowadzenie było bezpośrednią przyczyną wybuchu krwawych walk na Bliskim Wschodzie. Wojna z Hezbollahem w Libanie trwa już prawie miesiąc.
Izraelskie służby specjalne przesłuchują zatrzymanego bojownika. Jego zeznania objęte są ścisłą tajemnicą, więc dowódcy żydowskiej armii nie ujawniają żadnych szczegółów.
Złapanie terrorysty-porywacza rozwścieczyło innych bojowników Hezbollahu. Zasypali gradem rakiet izraelskie miasto Kiriat Szmon w północnej Galilei. Skutki tego ostrzału są tragiczne - 10 osób zginęło, 9 zostało rannych. "To było bezpośrednie uderzenie w tłum ludzi" - mówi Dan Ronen, dowódca policji w ostrzelanym regionie północnym. Jedna rakieta uderzyła w synagogę, dwie inne w budynki mieszkalne.
Od początku konfliktu zginęło już około 70 Izraelczyków i około 800 Libańczyków.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz