Coraz więcej szokujących szczegółów poniedziałkowej lotniczej katastrofy w USA. Teraz okazało się, że gdy samolot lini Comair startował ze złego pasa, na wieży był tylko jeden kontroler lotów.
"To wbrew wszelkim procedurom" - mówią śledczy. Feralnego dnia kontroler wydał tylko zgodę na start i nie patrzył przez okna wieży kontrolnej, co wyprawia pilot maszyny. Odwrócił się od stanowiska i zaczął wypełniać papierki.
Nie miał szans zauważyć, że pilot ustawił maszynę na zbyt krótkim pasie startowym. Samolot nie zdążył nabrać odpowiedniej prędkości i tuż po starcie runął. Zginęło 49 osób, a pilot walczy o życie w szpitalu.
Okazuje się też, że do tragedii mogło dojść przez remonty na lotnisku. Tam co chwila zmieniano drogi kołowania dla samolotów i piloci, którzy nie znali lotniska, bez dobrych wskazówek z wieży, gubili się.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|