Rząd USA mógł wydać rozkaz zestrzelenia samolotów, które zniszczyły drugą wieżę World Trade Center i Pentagon, lecz tego nie zrobił. Myśliwce były wprawdzie w powietrzu, ale nad miastami znalazły się o wiele za późno, by reagować. Dlaczego?
W październiku 1999 roku u wybrzeży USA z radarów znikł prywatny odrzutowiec. Reakcja wojskowych na Florydzie była natychmiastowa. W poszukiwaniu samolotu uczestniczyło po kilku minutach osiem uzbrojonych myśliwców F16. Jednak w 2001 roku potrzeba było aż godziny od pojawienia się informacji o porwaniu kilku boeingów nad terytorium USA, by wojsko zareagowało.
Kilka myśliwców F16 odbywało trening strzelecki 300 kilometrów od Nowego Jorku. Lecąc z ponaddźwiękową prędkością, co najmniej jeden z nich mógł przechwycić i strącić samolot, którym terroryści zaatakowali drugą z wież WTC. Takiego rozkazu z nieznanych do dziś powodów nie wydano. Trenujących spokojnie pilotów wysłano w rejon Nowego Jorku dopiero po 2 godzinach.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Powiązane
Zobacz
|