Lekarz domowy z Pynton w brytyjskim hrabstwie Cheshire, kochający ojciec dwójki dzieci, rzucił się pod pociąg, nie mogąc pogodzić się ze śmiercią własnej pacjentki. Starsza pani zmarła, bo zmęczony kolejnym 12-godzinnym dyżurem pomylił się.
Dwa razy odwiedzał pacjentkę w jej domu, lecz zbyt późno skierował ją do szpitala. Po trzech tygodniach kobieta zmarła, a lekarz popadł w depresję. Choć śledztwo wykazało, że nie była to jego wina, bał się, że rodzina zmarłej będzie chciała ciągać go po sądach.
Lekarz z 17-letnią praktyką załamał się, musiał brać silne leki. Wreszcie, wyszedł z domu, w jednej ręce trzymając radio i butelkę whisky, a w drugiej latarkę, i poszedł na kilkugodzinny spacer. Zatrzymał się dopiero na torowisku, którym jechał pociąg intercity.
Zginął na miejscu.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl