To największy protest społeczny na Węgrzech od upadku komunizmu. Manifestacje były też w innych miastach. Rolnicy zablokowali ponad 70 dróg. Traktory wjechały nawet w stolicy. Kierowcy komunikacji miejskiej za darmo podwozili ludzi do centrum Budapesztu.
Demonstranci twierdzą, że skoro deputowani nie potrafili zmusić premiera do odejścia, to społeczeństwo musi przejąć inicjatywę w swoje ręce. Przynieśli ze sobą budziki, bo właśnie "wybiła ostatnia godzina" premiera.
Posłowie skrócili debatę w obawie przed manifestantami. Kiedy zdecydowali, że premier dostanie wotum zaufania, na placu Kossuta zgromadziło się już 50 tysięcy osób. Dlatego uciekli z gmachu parlamentu bocznymi wyjściami.
Manifestacje zaczęły się dwa tygodnie temu, kiedy radio nadało taśmy, w których premier przyznawał się, że kłamał i oszukiwał na temat sytuacji politycznej i gospodarczej w kraju. I nie krył, że kłamie, bo chce wygrać następne wybory.