W nocy patrol południowych Koreańczyków zauważył, jak przez granicę cicho przeszli żołnierze Korei Północnej. Dowódca "południowców" rozkazał natychmiast i bez ostrzeżenia ostrzelać zwiadowców. Postawił też na nogi generałów w sztabie. Korea Południowa w każdej chwili bowiem spodziewa się ataku armii z północy.

Wszystkim puszczają nerwy. I nic dziwnego, bo komuniści z Korei Północnej za wszelką cenę chcą przetestować swoje najnowsze pociski atomowe. I za nic mają ostrzeżenia płynące z całego świata. "To będzie oznaczało wojnę!" - otwarcie już grożą USA i Japonia. Amerykanie wysyłają coraz więcej żołnierzy do swoich japońskich baz.

Bo groźby koreańskiego dyktatora Kim Dzong Ila to nie żarty. Już nie raz krzyczał, że zmiecie USA z powierzchni ziemi. A teraz dostał do ręki atomowe argumenty. Tylko że świat nie wystraszy się jego nuklearnych pocisków. Nawet, jeśli skończy się to trzecią wojną światową.