"Wjechaliśmy na czerwonym świetle. Zobaczyłem zbliżający się tył pociągu" - opowiadał pasażer rzymskiego metra. Potem był huk, trzask łamanej blachy i krzyki przerażonych, rannych ludzi. Wczoraj wpadły tam na siebie dwa pociągi.
Nie wiadomo, dlaczego maszynista pociągu, wjeżdżającego na stację przy Placu Vittorio, nie zatrzymał się na czerwonym świetle. Zasłabł, czy się zamyślił? To teraz bada policja. Maszynista leży w szpitalu. Świadkowie stojący na peronie opowiadali, że pierwszy pociąg przyjechał o czasie. Drugi wpadł w pełnym pędzie jakąś minutę później. W ogóle nie hamował. I staranował poprzedni skład.
Technicy badający pogięte wagony twierdzą, że hamulce były w porządku. Tym bardziej że pociągi niedawno wyjechały z fabryki. Dlatego w tej sytuacji najbardziej prawdopodobny jest błąd maszynisty.
We wczorajszym wypadku metra w centrum stolicy Włoch zginęła jedna osoba, a 236 zostało rannych.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|