W 2007 roku każdy, kto będzie chciał poczuć się jak na grzbiecie delfina, będzie miał okazję poszaleć w morzu. Bo wtedy Thomas Rowe, twórca takiej maszyny, chce zacząć ją sprzedawać do wszystkich amerykańskich kurortów.
Ale zabawa to nie tylko jedyne zastosowanie pojazdu. Kilka karaibskich wysepek chce używać delfina jako wodnej taksówki. Bo jest szybsza i wygodniejsza od motorówek. I może pływać w kiepskich warunkach, bo jak zacznie się burza, to zanurzy się i fale mu niestraszne. Oczywiście taki delfin może też służyć jako łódź ratunkowa. Szybko i bez przeszkód dopłynie do każdego tonącego statku i uratuje pasażerów.
Pojazd ma tylko jedną wadę - cenę, czyli 350 tys. dolarów (ponad milion złotych!), choć jego twórca obiecuje, że gdy wejdzie do produkcji seryjnej, to cena spadnie do 120 tys. dolarów.