Ta scena z amatorskiego filmu wideo nakręconego w afgańskiej prowincji Helmand, gdzie talibowie atakowali angielskie pozycje, zaszokowała niedawno Wielką Brytanię. Ale dla walczących tam
spadochroniarzy nie była żadną nowością.
"Nasza amunicja to szmelc; broń ciągle się zacina. Doszło do tego, że odmówiliśmy kiedyś wyjścia na patrol i poszliśmy dopiero, jak udało się wyżebrać trochę naboi od
Kanadyjczyków" - powiedział londyńskiemu dziennikowi "Daily Telegraph" jeden z oficerów oddziałów spadochronowych.
I właśnie tak wygląda prowadzona przez brytyjskich żołnierzy wojna na południu Afganistanu. Ministerstwo Obrony w Londynie przyznaje, że wadliwa amunicja rzeczywiście trafiła do walczących oddziałów, ale zapewnia, że nowa już jest w drodze. Żołnierzy niewiele to jednak pociesza, bo naboje to tylko część ich kłopotów.
"Podstawowy problem brytyjskich oddziałów w Afganistanie to niedostatek śmigłowców i samolotów transportowych" - mówi w rozmowie z DZIENNIKIEM Lewis Page, były oficer marynarki i autor książki o marnotrawstwie w siłach zbrojnych. Jego zdaniem, kłopoty z transportem sprawiają, że zaopatrzenie dociera do oddziałów frontowych z opóźnieniem, a żołnierze muszą poruszać się po kraju zwykłymi samochodami, co naraża ich na ataki talibów.