Porażka Kijowa to jednocześnie przegrana Polski, która od dawna jest promotorem euroatlantyckich ambicji Ukrainy. "Do ostatniej chwili próbowaliśmy przekonywać naszych partnerów w Pakcie, szczególnie Amerykanów, by dali choć jeden jasny sygnał, że Ukraińcy kiedyś wejdą do NATO. Nasze wysiłki spełzły jednak na niczym" - mówi w rozmowie z DZIENNIKIEM wysoki rangą polski dyplomata, zaangażowany w rozmowy z Kijowem.
Dodaje, że dziś już nawet najbardziej entuzjastycznie nastawieni do Ukrainy politycy nie mają złudzeń: trzeba na wiele lat zapomnieć o członkostwie tego kraju w Sojuszu. "Jeśli sam Kijów nie wie, czego tak naprawdę chce, to nie można go ciągnąć do NATO za uszy. Sam entuzjazm po pomarańczowej rewolucji nie wystarczy, Zachód oczekiwał konkretnych działań, których zabrakło" - komentuje dyplomata.
Ale w rozmowie z DZIENNIKIEM Anatolij Hrycenko, minister obrony Ukrainy, zapowiada, że jego kraj jeszcze zapuka do NATO. "Robimy wszystko, by zbliżyć się do członkostwa w Pakcie" - tłumaczy Hrycenko.