George Bush chyba oślepł! Twierdzi, że w Iraku nie ma żadnej wojny domowej, a tylko... kilkumiesięczna agresja. I ani myśli wycofywać amerykańskich wojsk z Iraku. Tak powiedział na szczycie NATO w stolicy Łotwy.
Codziennie wybuchają samochody pułapki, bojownicy regularnie strzelają do siebie na ulicach. Tylko w ostatni weekend w samym Bagdadzie zginęło 200 osób. A w październiku - w sumie, w całym Iraku - 4 tysiące cywilów. To najwięcej od wejścia wojsk alianckich do tego kraju.
Bush jednak tego nie widzi. Upiera się, że to nie żadna wojna domowa, a tylko trwająca już 9 miesięcy agresja, wszczynana przez Al-Kaidę. "Jednej rzeczy na pewno nie zrobię: nie zabiorę żołnierzy z pola walki, dopóki misja nie zostanie zakończona" - zapowiedział wczoraj Bush na konferencji prasowej na Łotwie podczas szczytu NATO. Można się zatem spodziewać, że amerykańskie wojska jeszcze wiele lat mogą błąkać się po irackich pustyniach.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|