Szampan, klasyczna muzyka, eleganckie ubrania i drogie samochody. Sceneria żywcem wzięta z filmów o Jamesie Bondzie. Tylko zamiast brytyjskiego agenta, na Kremlu kręcili się rosyjscy szpiedzy. Z dumą słuchali, jak prezydent, który przecież sam pracował w wywiadzie, chwali ich akcje.
Oczywiście Putin ani słowem nie wspomniał o takich sprawach jak oskarżanie FSB o zabicie w Londynie Aleksandra Litwinienki, czy o innych mrocznych sprawkach.
Ale akurat nie ma co się temu dziwić, bo sam wybór terminu obchodów to już wyraźny sygnał, jakie tradycje są dla Kremla najważniejsze. Bo Moskwa oficjalnie uznaje, że pierwszą rosyjską służbą bezpieczeństwa była jedna z najbardziej krwawych organizacji, jakie znał świat - "Specjalna Komisja do Walki z Kontrrewolucją i Sabotażem", czyli złowroga CzK, której pierwszym szefem był polski szlachcic Feliks Dzierżyński.