Osiemnastoletnia Kampusch nigdy nie zapomni lat spędzonych w piwnicy domu swego porywacza Wolfganga Priklopila. Spędziła w niej osiem lat. Koszmar nie skończył się jednak na ucieczce.
Porywacz, gdy wyrwała się z jego rąk, popełnił samobójstwo. Dziewczyna bardzo to przeżyła. Teraz coraz częściej mówi o ułożeniu swojego młodego życia od początku. Na nowo.
Jest młoda, ładna i sławna. Ma swoje marzenia, plany, spotyka się z rodziną i przyjaciółmi, chodzi do kina i na zakupy, udziela wywiadów. Życie po koszmarze, który był jej udziałem, nie
jest jednak proste. Natascha przyznaje, że został w niej strach przed ludźmi. Z domu wychodzi tylko w towarzystwie swoich bliskich i zawsze w ciemnych okularach. "Jest mi łatwiej. Nie
chcę, by mnie ludzie rozpoznawali" - mówi Natascha. I rzeczywiście w metrze czy na ulicy uda się jej czasami przemknąć niezauważenie. Ale często ludzie demonstracyjnie patrzą się
na nią,lub też demonstracyjnie udają, że jej nie widzą.
Natascha mieszka teraz na wsi pod Wiedniem. Jak mówi, nie ma wielkich potrzeb. Doskonale radzi sobie bez telewizora, wystarczy jej radio i dobra muzyka. Ostatnio była bardzo szczęśliwa, gdy
mogła zatańczyć ze swą 90-letnią babcią. Marzy jednak o własnym mieszkaniu. Chciałaby także kupić dom, w którym więził ją Priklopil.
"Nie chcę w nim mieszkać, ale także nie chcę dopuścić, by ktoś z tego domu urządził <atrakcję turystyczną> i zbijał jeszcze na tym majątek" -przyznaje
dziewczyna. Teraz myśli jednak przede wszystkim o edukacji. Zamierza szybko nadgonić zaległości, skończyć szkołę i pójść na studia. A co potem? "Może będę aktorką, ale chyba
najbardziej chcę być dziennikarką" - wyznaje nastolatka i dodaje: "Chcę także napisać książkę, ale tylko jedną... o swoim życiu".