Na miejscu już w kilka chwil po zawaleniu się budynku zjawili się ratownicy. Poszukiwania ofiar katastrofy były o tyle skomplikowane, że nikt nie potrafił odpowiedzieć, ile osób jest pod gruzami.
Najpierw ogłoszono całkowitą ciszę. Żeby ratownicy mogli zlokalizować miejsca, w których są jeszcze żywi ludzi. Później w ruch poszły kilofy i łopaty. Ostatnie głazy przygniatające poszkodowanych usuwane były rękami ratowników.
Prawdopodobnie budynek runął na skutek błędów konstrukcyjnych.