Sześciu irlandzkich ministrów, czyli prawie połowa rządu, utknęło w zaciętej windzie. Na pomoc trzeba było wezwać żołnierzy. Szef MSZ, który z kolegami spędził w windzie w budynku rządu pół godziny, mówi, że czas umilali sobie, opowiadając dowcipy.
Później jednak atmosfera zgęstniała - dodał. "W pomieszczeniu nie można było się ruszyć" - powiedział Dermot Ahern.
"Po 20 minutach przestało być przyjemnie, a zrobiło się całkiem gorąco". Próby wezwania pomocy dzwonkiem alarmowym spełzły na niczym. Wtedy ministrowie wpadli na pomysł, żeby zadzwonić do ministra obrony. "Zdecydowaliśmy, że w takiej sytuacji możemy wezwać wojsko" - dodał szef MSZ. Żołnierze uratowali członków rządu.
Windy w siedzibie rządu są felerne. To nie był pierwszy przypadek ugrzęźnięcia ludzi w windzie w tym budynku. Prasa żartuje, że gdyby opozycja zaplanowała w tym czasie ważne głosowanie w parlamencie, rząd by je przegrał.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Powiązane
Zobacz
|