Palenie może uratować życie. Przekonała się o tym Brenda Comer z Południowej Karoliny. Wyszła z domu na dymka, gdy runęło na niego olbrzymie, 24-metrowe drzewo, doszczętnie niszcząc dom.
Brenda właśnie skończyła zmywać. Wyszła na ganek rozprostować kości i zapalić papierosa. Mogła tylko z przerażeniem patrzeć, jak silny wiatr wywraca potężne drzewo, które to miażdży dach domku i ląduje w kuchni. Gdzie jeszcze parę minut temu stała.
Na szczęście przewracająca się roślina ominęła także córkę Brendy. Według agenta ubezpieczeniowego, który wyceniał szkody, dom jest tak zniszczony, że nie da się w nim mieszkać.
Na szczęście państwo Comer nie załamują się. "Między gałęziami znalazłam fiolkę z pigułkami na ból głowy. Chyba mam dzisiaj szczęście" - próbuje żartować Brenda.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|