Z jednej strony policyjne kordony, strumienie wody i gaz, z drugiej kamienie, petardy i butelki z benzyną. Tak wyglądało centrum Tallina. Rosjanie wciąż protestują przeciwko wywiezieniu pomnika Radzieckiego Żołnierza Wyzwoliciela, tak zwanego Brązowego Żołnierza, przypominającego zajęcie Estonii przez Armię Radziecką.
Na nic zdały sie apele rządu, który po zamieszkach w nocy z czwartku na piątek wzywał do spokoju i niewychodzenia z domów. Apel ten rozesłano nawet SMS-em. Ale z nastaniem wieczora grupy rosyjskojęzycznych mieszkańców stolicy Estonii zaczęły zbierać się na placu, na którym stał pomnik. A potem zamieszki wybuchły z nową siłą.
Rosjanie demolowali sklepy, niszczyli samochody, przewracali budki telefoniczne i przystanki autobusowe. Powybijano szyby w miejskim teatrze. Straty są ogromne. Do zamieszek przyłączyły się grupy estońskich chuliganów. Zatrzymano 600 osób. Wielu z nich było pijanych. 74 osoby, w tym sześciu policjantów, zostały ranne.
Zamieszki trwały również w mieście Johvi na wschodzie Estonii. To prowincja w większości zamieszana przez Rosjan. Około 200 Rosjan wybijało szyby i niszczyło samochody. Policja z trudem zaprowadziła porządek.
Dla Rosjan pomnik Brązowego Żołnierza jest hołdem złożonym sowieckim wojskom za oswobodzenie Europy spod faszyzmu. Estończycy uważają ówczesną interwencję Armii Czerwonej na ich terytorium za początek blisko 50-letniej okupacji.
Po usunięciu pomnika i po zamieszkach poprzedniej nocy rosyjska Duma wezwała władze w Moskwie do zerwania stosunków z Estonią. Co czwarty mieszkaniec w liczącej milion 350 tysięcy obywateli republice bałtyckiej ma rosyjskie korzenie.