"W piątek wieczorem szef sztabu Royal dzwonił kilka razy i stwierdził, że prawo zabrania publikacji w przededniu wyborów wywiadu, który miałby cechy propagandy" - napisał "Le Parisien", który punkt po punkcie opisał jak naciskano na dziennikarzy, aby usunęli wywiad z Sarkozym.

"W piątek do redakcji zadzwonił również Gilles Bachelier z komisji wyborczej. Domagał się wycofania wywiadu, twierdząc, że jego wydrukowanie w sobotę to łamanie ciszy wyborczej" - pisze francuski dziennik.

A za to grozi we Francji nawet 75 tys. euro kary. I "Le Parisien" postanowił nie publikować wywiadu w papierowym wydaniu gazety, a jedynie na stronach internetowych.

"Chcieliśmy uszanować prawo, żeby nie stawiać w trudnej sytuacji jednego z kandydatów. Celem wywiadu z Sarkozym nie była żadna propaganda, ale ożywienie debaty demokratycznej" - napisała gazeta.