Portugalia to kraj, który zarabia głównie dzięki turystom. Policja i służby bezpieczeństwa pilnują zagranicznych gości jak oka w głowie. Także miejscowi doskonale wiedzą, że bezpieczeństwo przyjezdnych to podstawa turystycznego biznesu.
"W ciągu 22 lat mojej pracy nigdy nie słyszałem o porwaniu dziecka w naszym kraju, którego dokonałby rodowity Portugalczyk" - mówi Luís Villas-Boas, szef
miejscowej organizacji adopcyjnej. Dziennikarze "Correio de Manha" piszą, że ponieważ dziewczynka ma prawie cztery lata, jest za duża, by sprzedać ją na adopcję. Nie
pojawiło się także żądanie okupu.
"Policja zbadała ponad 350 różnych śladów, przesłuchano 100 osób. Wszystko wskazuje na to, że porwanie zamówili pedofile, najprawdopodobniej z Wielkiej Brytanii" - piszą
gazety.
W tej sprawie nic nie jest jednak pewne. Prawo portugalskie zakazuje bowiem policji ujawniania jakichkolwiek szczegółów prowadzonych śledztw. Dziennikarze posiłkują się przeciekami od
brytyjskich specjalistów od porwań z Wielkiej Brytanii, którzy przyjechali pomóc Portugalczykom.
Dziewczynka zniknęła w ubiegły czwartek. Rodzice wyszli na kolację do restauracji tuż obok hotelu, w którym mieszkali. W pokoju zostawili całą trójkę swoich śpiących dzieci - oprócz
Madeleine także dwuletnich Seana i Amelie. Gdy wrócili, dwójka spała, a po Madeleine nie było śladu. Nikt nic nie słyszał, nikt nic nie widział. Tygodniowe poszukiwania na razie także nic
nie dają.
Choć pojawił się już wstępny portret pamięciowy, portugalska policja utaiła go. Śledzący sprawę Brytyjczycy są na nich wściekli, bo liczą, że ów portret mógłby przyśpieszyć
śledztwo.