Nastoletni handlarz narkotyków z Gulfport na Florydzie wpadł bardzo głupio. Szukając klientów, zadzwonił na przypadkowy numer i zaoferował kilkadziesiąt gramów marihuany. Tyle że dodzwonił się do policjanta.
Chłopak stał na parkingu szkolnym, czekając na swego klienta. W myśli już liczył pieniądze, jakie dostanie za sprzedaż narkotyków. Gdy podszedł do niego mężczyzna, wyjął z kieszeni foliowy woreczek pełen konopi. Wtedy facet wyciągnął... odznakę policyjną.
Chłopak usłyszał zarzuty posiadania narkotyków i zamiaru ich sprzedaży blisko szkoły. Według policji, chłopak dzwonił do przypadkowych ludzi, oferując im narkotyki, by zyskać nowych klientów. Teraz jednak nauczy się, że handel marihuaną nie popłaca.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|