Jak napisał "Time", po przybyciu amerykańskiego batalionu do prowincji Ghazni latem bieżącego roku okazało się, że talibowie wznowili działalność na terenach, które armia USA przekazała rok wcześniej pod polską kontrolę w stanie spacyfikowanym. Według jednego z amerykańskich oficerów, niedostateczne patrolowanie dróg spowodowało, iż trasa między bazami koalicyjnymi została naszpikowana pułapkami minowymi.

Reklama

"Krytycyzm taki jest powszechny wśród oficerów USA, którzy służyli w Afganistanie i kieruje się nie tylko przeciwko siłom polskim, ale także innym siłom NATO, których część jest krępowana tak zwanymi zastrzeżeniami, obejmującymi zakaz prowadzenia walki w nocy czy podróżowania bez pojazdu sanitarnego, co wyklucza piesze patrole. Kontyngent polski nie jest związany żadnymi z tych zastrzeżeń, ale oficerowie USA twierdzą, że polskie hierarchiczne podejście do działań bojowych kiepsko pasuje do kampanii przeciwpartyzanckiej, która wymaga, by oficerowie średniego i niższego szczebla podejmowali decyzje w realnym czasie na miejscu. Dodają, że sześciomiesięcznym turnusom Polaków brakuje ciągłości i że logistyczne bałaganiarstwo czyni ich zależnymi od amerykańskiego wsparcia" - napisał "Time".

Według tygodnika "polskiego kontyngentu nie można jednak winić za wszystkie niedostatki. Liczebność wojska jest bardzo niewielka jak na prowincję o rozmiarach Ghazni, podczas gdy kierowana przez talibów rebelia nasiliła się na znacznych obszarach południowego i wschodniego Afganistanu, podsycana przez niechęć do skorumpowanego rządu i gniew z powodu strat zadanych ludności cywilnej przez obce wojska, zwykle amerykańskie".

"Jeśli Polacy pozostają bierni, to częściowo może dlatego, że żołnierz liczy się z perspektywą stanięcia po powrocie do ojczyzny przed sądem, jeśli pomyłkowo zabije cywila, nawet w gorączce walki. Polskie siły zbrojne dopiero niedawno stały się w pełni zawodowe i mają ograniczone możliwości w porównaniu z najnowocześniejszą bronią i wsparciem logistycznym, jakie mają do dyspozycji Amerykanie" - podkreśla "Time".

Odnosząc się do opinii zawartych w artykule Dowództwo Operacyjne Sił Zbrojnych - odpowiedzialne za misje zagraniczne polskiego wojska - podkreśliło w piątek, że anonimowe i szczątkowe wypowiedzi żołnierzy amerykańskich na temat ogólnej sytuacji w prowincji Ghazni nie mogą być podstawą do całościowej oceny działalności Polskich Sił Zadaniowych w Afganistanie.



Zdaniem wojskowych z DO SZ, artykuł nie odzwierciedla rzeczywistości i zaniża wysiłek polskich oraz amerykańskich żołnierzy. "To próba poróżnienia sojuszników wykonujących ważną misję w prowincji Ghazni i całym Afganistanie" - ocenił w piątek rzecznik Dowództwa Operacyjnego Sił Zbrojnych mjr Mirosław Ochyra.

Jak przypomniał, zarówno obecny dowódca Sił ISAF gen. David Petraeus, dowódca Sektora Wschodniego gen. John Campbell, jak i ich poprzednicy, wielokrotnie wyrażali uznanie, wysoko oceniając poziom wykonywania zadań i wyszkolenia Polskich Sił Zadaniowych.

Jego zdaniem, wypowiedź szefa policji jednego z dystryktów prowincji Ghazni nie jest reprezentatywną oceną polsko-afgańskiej współpracy w zakresie bezpieczeństwa.

"Zarówno gubernator prowincji Mussa Khan jak i szef policji w prowincji Ghazni Khayalbaz Shirzai wielokrotnie wyrażali się z uznaniem o efektach operacyjnych oraz chwalili współpracę z Polskimi Siłami Zadaniowymi, a o poziomie współpracy w tym zakresie świadczy rosnąca liczba wyszkolonych policjantów oraz wspólnych operacji prowadzonych w prowincji Ghazni" - wskazał mjr Ochyra.

Odnosząc się do szczegółowych wątków artykułu, rzecznik podkreślił, że "śmigłowce Mi-24 nie są w żadnym wypadku postrachem dla ludności cywilnej i władz prowincji". Maszyny te - jak zaakcentował - są wykorzystywane do wsparcia działań operacyjnych prowadzonych w Ghazni.

Mjr Ochyra przypomniał, że bezpieczeństwo w poszczególnych prowincjach i dystryktach Afganistanu w minionych latach ulegało zmianom, które były wynikiem operacji prowadzonych przez siły koalicyjne i reakcji na nie ze strony rebeliantów. "Opisywany w artykule dystrykt Andar nigdy nie był najłatwiejszym terenem prowadzenia operacji, o czym świadczy liczba incydentów i potyczek, jakie w tym terenie stoczyli zarówno żołnierze Polskich Sił Zadaniowych, jak i żołnierze amerykańscy" - wskazał rzecznik.