Dziennik Gazeta Prawana logo

To koreański dyktator, a nie jego syn, jest w Chinach

20 maja 2011, 10:50
Ten tekst przeczytasz w 0 minut
To  sam Kim Dzong Il, a nie jego syn, pojechał na spotkanie ze swym największym sojusznikiem. Początkowo media koreańskie twierdziły, że pancernym pociągiem do Chin pojechał następca Kima.

Sam przywódca Korei Północnej Kim Dzong Il, a nie jego najmłodszy syn i potencjalny następca Kim Dzong Un składa wizytę w Chinach - podała w piątek południowokoreańska telewizja MBC, powołująca się na źródło rządowe. Władze Korei Płd. na razie oficjalnie nie potwierdziły tych doniesień.

Początkowo analitycy twierdzili, że syn pojechał na północ, by oficjalnie przedstawić się jako następca ojca i, by chińskie władze mogły poznać przyszłego tyrana i jego plany na przyszłość.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło PAP
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj