Dziennik Gazeta Prawana logo

Breivik chciał poddać się policji. Nie reagowali, więc kontynuował masakrę

12 sierpnia 2011, 16:16
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Breivik chciał poddać się policji. Nie reagowali, więc kontynuował masakrę
PAP/EPA
Sprawca podwójnego zamachu w Norwegii Anders Behring Breivik kilkakrotnie dzwonił na policję, by się poddać, ale ponieważ nie doczekał się reakcji, kontynuował masakrę na wyspie Utoya - podał w piątek dziennik "Aftenposten", powołując się na adwokata Breivika.

"Sporo czasu przed jego schwytaniem Breivik zadzwonił na policję. Twierdzi, że dzwonił 10 razy, ale odebrano tylko dwa telefony. Przedstawił się jako major i podał swoje pełne imię i nazwisko" - powiedział norweskiemu dziennikowi adwokat Geir Lippestad.

Według zapewnień Breivika z jego przesłuchania we wtorek i w środę, chciał on się poddać i pytał, czy jego propozycja zostanie przyjęta.

"Twierdzi, że otrzymał odpowiedź, której nie zrozumiał, i że prosił, by do niego oddzwoniono, na co został poinformowany, że jego wiadomość o poddaniu się została przyjęta" - powiedział Lippestad. Prawnik zwrócił się o możliwość odsłuchania rozmów z telefonu wykorzystywanego przez Breivika, który podobno korzystał z aparatu którejś z ofiar, gdyż nie mógł znaleźć własnego.

Po pewnym czasie daremnego oczekiwania na telefon od władz Brevik postanowił kontynuować masakrę, aż został schwytany - powiedział jego adwokat.

Osoby, którym udało się uratować z masakry, mówiły, że Breivik na kilka minut przestał strzelać, co może odpowiadać momentowi wykonywania domniemanych telefonów na policję.

Policja norweska potwierdziła, że centrala dzielnicy Buskerud odebrała telefon od Breivika i zarejestrowała rozmowę z nim.

W zamachach z 22 lipca na wyspie Utoya i w Oslo zginęło w sumie 77 osób. 32-letni Breivik przyznał się do ich przeprowadzenia.

Jednocześnie wychudzą na jaw inne informacje na temat akcji norweskiej policji na wyspie Utoya. Policja przez 17 godzin przetrzymywała w areszcie nastolatka, który 22 lipca przeżył masakrę na wyspie - podał w piątek dziennik "Verdens Gang". Podejrzewano, że chłopak był wspólnikiem sprawcy tragedii.

Bezpośrednio z wyspy 17-latek pochodzenia czeczeńskiego trafił do aresztu, gdzie spędził noc z 22 na 23 lipca. Przez cały ten czas jego rodzina była przekonana, że nie żyje.

"To szalone, że myśleli, iż mogłem zrobić coś podobnego" - powiedział gazecie Anzor Dżukajew. Chłopak został umieszczony w celi oddalonej jedynie o kilka metrów od tej, gdzie zamknięto Breivika, który na wyspie zastrzelił 69 osób.

Policja potwierdziła, że zatrzymała Dżukajewa wyjaśniając, iż zachowywał się on nienormalnie i nie mógł w zadowalający sposób udowodnić swojej tożsamości. "Baliśmy się takiej sytuacji, gdy zabójca porzuca broń i znika w tłumie" ocalałych - powiedział przedstawiciel policji z Oslo, Johan Fredriksen.

Dżukajew wyjaśnił, że powodem jego "dziwnego" zachowania były traumatyczne przeżycia z Czeczenii.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło PAP
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj