"Sporo czasu przed jego schwytaniem Breivik zadzwonił na policję. Twierdzi, że dzwonił 10 razy, ale odebrano tylko dwa telefony. Przedstawił się jako major i podał swoje pełne imię i nazwisko" - powiedział norweskiemu dziennikowi adwokat Geir Lippestad.

Według zapewnień Breivika z jego przesłuchania we wtorek i w środę, chciał on się poddać i pytał, czy jego propozycja zostanie przyjęta.

"Twierdzi, że otrzymał odpowiedź, której nie zrozumiał, i że prosił, by do niego oddzwoniono, na co został poinformowany, że jego wiadomość o poddaniu się została przyjęta" - powiedział Lippestad. Prawnik zwrócił się o możliwość odsłuchania rozmów z telefonu wykorzystywanego przez Breivika, który podobno korzystał z aparatu którejś z ofiar, gdyż nie mógł znaleźć własnego.

Po pewnym czasie daremnego oczekiwania na telefon od władz Brevik postanowił kontynuować masakrę, aż został schwytany - powiedział jego adwokat.

Osoby, którym udało się uratować z masakry, mówiły, że Breivik na kilka minut przestał strzelać, co może odpowiadać momentowi wykonywania domniemanych telefonów na policję.

Policja norweska potwierdziła, że centrala dzielnicy Buskerud odebrała telefon od Breivika i zarejestrowała rozmowę z nim.


W zamachach z 22 lipca na wyspie Utoya i w Oslo zginęło w sumie 77 osób. 32-letni Breivik przyznał się do ich przeprowadzenia.

Jednocześnie wychudzą na jaw inne informacje na temat akcji norweskiej policji na wyspie Utoya. Policja przez 17 godzin przetrzymywała w areszcie nastolatka, który 22 lipca przeżył masakrę na wyspie - podał w piątek dziennik "Verdens Gang". Podejrzewano, że chłopak był wspólnikiem sprawcy tragedii.

Bezpośrednio z wyspy 17-latek pochodzenia czeczeńskiego trafił do aresztu, gdzie spędził noc z 22 na 23 lipca. Przez cały ten czas jego rodzina była przekonana, że nie żyje.

"To szalone, że myśleli, iż mogłem zrobić coś podobnego" - powiedział gazecie Anzor Dżukajew. Chłopak został umieszczony w celi oddalonej jedynie o kilka metrów od tej, gdzie zamknięto Breivika, który na wyspie zastrzelił 69 osób.

Policja potwierdziła, że zatrzymała Dżukajewa wyjaśniając, iż zachowywał się on nienormalnie i nie mógł w zadowalający sposób udowodnić swojej tożsamości. "Baliśmy się takiej sytuacji, gdy zabójca porzuca broń i znika w tłumie" ocalałych - powiedział przedstawiciel policji z Oslo, Johan Fredriksen.

Dżukajew wyjaśnił, że powodem jego "dziwnego" zachowania były traumatyczne przeżycia z Czeczenii.