Weto oznacza to jednak wyłonienia się Europy dwóch prędkości, przed czym wzbrania się Polska, ponieważ W. Brytania jest ze swym stanowiskiem osamotniona. Skutkiem weta będzie wysunięcie się UE jako pierwszoplanowej kwestii brytyjskiego życia politycznego, skomplikowanie pozycji Camerona we własnej partii i stosunków z koalicyjnym partnerem - Liberalnymi Demokratami. 52 proc. ankietowanych przez portal Huff Post sądzi, że Cameron uratował City swoim wetem, a 48 proc. jest odmiennego zdania.

Reklama

Publicysta Neal Ascherson powiedział PAP, że brytyjskie weto zostanie przyjęte z dezaprobatą w Szkocji, bo osłabia jej pozycję w UE. "Wszystko, co zagraża statusowi Szkocji w UE, będzie odebrane źle. UE jest wśród Szkotów o wiele bardziej popularna niż w reszcie Zjednoczonego Królestwa. Weto przyspieszy działania w kierunku niepodległości Szkocji" - oświadczył.

Zdaniem komentatora politycznego "Guardiana" Toby'ego Helma "Cameron przekonał się, że nie można dyktować reguł klubowi, do którego samemu nie chce się wstąpić". "W. Brytania z pewnością będzie zmarginalizowana. Cameron popełnił błąd, najprawdopodobniej sądząc, że w ten sposób ocali jedność własnej partii, w której eurosceptycy są silną frakcją. Zanosi się na to, że może osiągnąć skutek odwrotny od zamierzonego" - powiedział PAP prof. Jan Toporowski z londyńskiego uniwersytetu SOAS.

"Eurosceptycy dostaną teraz wiatru w żagle i będą domagać się referendum, argumentując, że nowy traktat, mimo że bez podpisu W. Brytanii, zmienia układ sił na jej niekorzyść" - dodał. Korespondent Channel 4 Gary Gibbon wskazuje, że żaden minister brytyjskiego rządu, z którym rozmawiał, nie miał wątpliwości, iż żądania specjalnego statusu ochronnego dla City nie zostaną przyjęte przez inne państwa UE. Uważa je zresztą za nielogiczne.



Reklama

"Wspólny rynek ma z założenia dawać wszystkim równe szanse, tymczasem usiłowaliśmy (Brytyjczycy - PAP) ustanowić na boku reguły dla naszego sektora usług finansowych, nie przystające w pełni do rozwiązań w strefie euro, ponieważ sądzimy, że większość jej członków systematycznie podejmuje destrukcyjne działania przeciwko statusowi City" - tłumaczy Gibbon niespójność brytyjskiego stanowiska.

Reklama

Weto Camerona zjednało mu poparcie konserwatywnego posła Marka Recklessa, który uważa je za "bardzo ważny moment" i ma uczucie, że W. Brytania zapoczątkuje proces wychodzenia z UE. Z kolei senior partii liberalno-demokratycznej Lord Owen sugeruje, że przywództwo Camerona jest "chaotyczne" i że może nie obejść się bez utworzenia rządu jedności narodowej.

Zapytany przez PAP Robin Shepherd, dyrektor ds. stosunków międzynarodowych konserwatywnego think tanku Henry Jackson Society, uważa, że dla Londynu jest to "dobry moment, by być w izolacji". "Kraje strefy euro muszą rozwiązać swoje problemy we własnym zakresie. Lepiej być w izolacji niż w epicentrum problemów stworzonych przez innych" - powiedział. Według niego brytyjskie weto będzie miało bardziej negatywny wpływ na strefę euro niż na W. Brytanię.

"Jeśli Londyn nie zgodzi się na podatek od transakcji finansowych, to jaki jest sens wprowadzania go? Transakcje w euro i tak będą dokonywane w City z pomocą komputera" - argumentuje. Nowy traktat nie rozwiąże, jego zdaniem, zasadniczego problemu, jakim jest to, że gospodarki poszczególnych państw strefy euro nie przystają do siebie, mimo że łączą je wspólne stopy procentowe i wspólna waluta. Prowadzi go to do wniosku, że kryzys w strefie euro został tylko odłożony w czasie.

Poseł Partii Pracy Denis MacShane wskazuje, że Cameron podważył skargę własnego ministra finansów George'a Osborne'a, który odwołał się do Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości od planów Komisji Europejskiej, by transakcje instrumentami pochodnymi (funduszy hedgingowych) rozliczane w euro odbywały się tylko w strefie euro. MacShane nazywa to "pierwszą konsekwencją izolacjonizmu".