Według tej organizacji praw człowieka 47 żołnierzy zmarło podczas pobytu w więzieniu; osadzeni często byli bici i poddawani elektrowstrząsom.

Niektóre ofiary mówiły, że były podwieszane pod sufitem głową w dół  - napisano w raporcie. Większość z tych, którzy przeżyli tortury, jeszcze przez dłuży czas odczuwała ich skutki zdrowotne - dodano.

W lutym 2009 r. w Bangladeszu doszło do buntu w oddziałach BDR (ang. Bangladesh Rifles), które zajmują się głównie ochroną pogranicza. Buntownicy domagali się podwyżki żołdu oraz sprawniejszego dowodzenia.

Bunt, do którego doszło w kwaterze głównej BDR w Dhace, rozprzestrzenił się na kilkanaście mniejszych miast w kraju. W jego wyniku zginęło co najmniej 80 ludzi, w większości oficerów, a dziesiątki innych wciąż uważa się za zaginionych.

Protest zakończył się dzięki negocjacjom i ofercie amnestii. Rząd wycofał się jednak z obietnicy amnestii dla osób odpowiedzialnych za bunt i masakrę oficerów, gdy ze zbiorowych mogił i kanalizacji wydobyto ciała kilkudziesięciu oficerów.

W sumie uwięziono ponad 4 tys. żołnierzy za zbrodnie popełnione w czasie buntu; 2 tys. innych stanęło przed sądem lub czeka na proces. Wśród tych, przeciwko którym trwa proces, 800 osób stanowią żołnierze oskarżeni o zabójstwo lub próbę zabójstwa - czyny zagrożone karą śmierci przez powieszenie.

Pytany przez agencję AFP prokurator Moszarraf Hossajn zaprzeczył oskarżeniom HRW; ocenił, że są "w stu procentach fałszywe".

Do osądzenia buntowników utworzono dziesiątki specjalnych trybunałów. Pierwsze wyroki zapadły w kwietniu 2010 r.; skazano 29 żołnierzy.

W czerwcu br. 611 pograniczników zostało skazanych na kary pozbawienia wolności do lat siedmiu.

Masowe procesy jak te po prostu nie mogą być sprawiedliwe, ani udzielić prawdziwych odpowiedzi na temat odpowiedzialnych za straszliwe zbrodnie - oceniła HRW.