Stany Zjednoczone rozpoczęły proces ograniczania swojej obecności militarnej u największego sojusznika w Europie. Szef Pentagonu Pete Hegseth zapowiedział wycofanie 5 tysięcy wojskowych z Niemiec. Obecnie w tamtejszych bazach, takich jak Ramstein czy Grafenwoehr, stacjonuje około 36,5 tysiąca Amerykanów.
Cała operacja ma zakończyć się w ciągu najbliższego roku. Według nieoficjalnych informacji, część wycofanych sił trafi z powrotem do USA, a następnie prawdopodobnie wzmocni region Indo-Pacyfiku.
Pistorius: Decyzja Amerykanów była do przewidzenia
Niemiecki minister obrony Boris Pistorius przyjął tę wiadomość ze spokojem. Podczas sobotniego wystąpienia podkreślił, że decyzja Amerykanów "była do przewidzenia". Jednocześnie zaznaczył, że stała obecność USA w Europie pozostaje w interesie obu stron oceanu.
Minister przypomniał, że bazy we Frankfurcie czy Ramstein to kluczowe punkty dla pokoju na kontynencie. To właśnie stamtąd płynie wsparcie dla Ukrainy i tam odbywa się wspólne odstraszanie agresorów. Pistorius nie kryje jednak, że czasy całkowitej zależności od ochrony USA dobiegają końca.
"Europejczycy muszą wziąć na siebie większą odpowiedzialność za swoje bezpieczeństwo"
W obliczu mniejszej liczby amerykańskich bagnetów, Niemcy stawiają na budowę "europejskiego filaru" NATO. Pistorius jasno deklaruje: Europejczycy muszą przejąć stery w kwestii własnego bezpieczeństwa. Aby zrealizować ten plan, Berlin zamierza zintensyfikować rozmowy w ramach grupy E5. Tworzą ją Wielka Brytania, Francja, Polska, Włochy.
Bundeswehra rośnie w siłę
Niemcy nie tylko rozmawiają z sąsiadami, ale też inwestują we własną armię. Boris Pistorius zapewnia, że kraj jest na dobrej drodze do samodzielności militarnej. Bundeswehra regularnie zwiększa liczbę żołnierzy, a rząd przyspieszył zakupy nowoczesnego sprzętu i budowę infrastruktury obronnej. Minister wierzy, że tylko silna militarnie Europa pozostanie atrakcyjnym partnerem dla Stanów Zjednoczonych, niezależnie od tego, ilu amerykańskich żołnierzy fizycznie stacjonuje na jej terytorium.