powiedział PAP Krzysztof Liedel z departamentu prawa i bezpieczeństwa pozamilitarnego BBN.
Grzegorz Cieślak z Centrum Badań nad Terroryzmem Collegium Civitas przyznał, że Bułgaria do tej pory nie kojarzyła się opinii publicznej z zagrożeniem terrorystycznym. Podkreślił jednak, że uwagi analityków nie uszedł fakt, iż w tym roku izraelskie służby udaremniły podobny zamach w autobusie jadącym z Turcji do Bułgarii.
Obaj specjaliści zwrócili uwagę, że wobec Bułgarii wysuwano zarzut finansowania ugrupowań terrorystycznych za pośrednictwem tamtejszych banków pieniędzmi z przemytu narkotyków. Zdaniem Liedla "niewykluczone, że wybór miejsca zamachu miał związek z tym mechanizmem".
- powiedział Cieślak.
Liedel podkreślił, że turyści z Izraela w zorganizowanych grupach podróżują z ochroną, dlatego podłożenie ładunku jest dużo trudniejsze niż np. zamach przez wmieszanie się w tłum. "Biorąc pod uwagę liczbę ofiar, może się potwierdzić, że był to atak samobójczy" - ocenił Liedel.
Cieślak zwrócił uwagę, że przyjeżdżający z Izraela turyści "przywieźli ze sobą własny bagaż zagrożeń".
B - powiedział Liedel.
Również Cieślak ocenił, że Bułgaria jest celem, który łatwiej zaatakować niż kraje, które mają codzienne, ciężkie doświadczenia z terroryzmem. - dodał.
Co najmniej pięć osób zginęło w środę w eksplozji autobusu z izraelskimi turystami na lotnisku w Burgas nad Morzem Czarnym. Do szpitala przewieziono 27 rannych, stan trzech z nich określono jako ciężki. Według władz wybuch był skutkiem zamachu. Lotnisko w Burgas zamknięto, a wszystkie loty przekierowano do Warny.