W swoim reporcie inspektor generalny ministerstwa Michael E. Horowitz stwierdził, że winę za fiasko operacji, zwanej "Fast and Furious", ponoszą głównie funkcjonariusze podlegającego resortowi federalnego biura ds. walki z nielegalnym handlem bronią, alkoholem i tytoniem (ATF) w Arizonie, gdzie doszło do skandalu.

Reklama

Operacja "Fast and Furious" miała polegać na śledzeniu przez agentów ATF transakcji handlu bronią kupowaną w USA przez pośredników, którzy sprzedawali ją potem agentom przekazującym broń do Meksyku. Agenci ATF nie przechwytywali broni w USA, ponieważ liczyli, że łańcuch transakcji doprowadzi ich do szefów meksykańskich karteli narkotykowych, do których miała ostatecznie trafić.

Funkcjonariusze zgubili jednak trop kilkuset sztuk broni. Tymczasem dwie spośród nich znaleziono na miejscu strzelaniny w grudniu 2010 r. w Arizonie, w czasie której zginął agent amerykańskiej straży granicznej Brian Terry.

Jego śmierć skłoniła Republikanów w Izbie Reprezentantów Kongresu do wszczęcia dochodzenia w sprawie operacji "Fast and Furious". Utrzymywali oni, że operacja odbywała się za zgodą ministra i zarazem prokuratora generalnego Erica Holdera.

Niektórzy prawicowi krytycy administracji prezydenta Baracka Obamy sugerowali nawet, że resort, inicjując kontrowersyjną operację, liczył, iż dojdzie do incydentów przemocy z bronią, aby potem mieć dodatkowe argumenty na rzecz zaostrzenia restrykcji na broń palną.

Inspektor Horowitz stwierdził w swoim raporcie, że biuro ATF popełniło szereg błędów w taktyce i zarządzaniu, w wyniku których kontynuowano operację mimo zagrożeń dla bezpieczeństwa publicznego.

Raport obciążył odpowiedzialnością kilku wyższych urzędników Ministerstwa Sprawiedliwości, m.in. nadzorującego operację Jasona Weinsteina, który ustąpił ze stanowiska.

Oczyścił jednak z zarzutów Holdera, którego dymisji domagali się Republikanie.

Reklama